22.09.2020, 09:00 Wersja do druku

Kolorowy ptak skryty pod zakonnym habitem

„Zakonnica w przebraniu” w reż. Michała Znanieckiego w Teatrze Rozrywki w Chorzowie. Pisze Magdalena Mikrut-Majeranek w portalu teatrologia.info

ft. Artur Wacławek

Kalejdoskop emocji, maraton niezapomnianych muzycznych przebojów i zapadająca w pamięci scenografia – Teatr Rozrywki w Chorzowie prezentując Zakonnicę w przebraniu z przytupem zainaugurował nowy sezon artystyczny. To kolejny hit, o którym będzie głośno nie tylko w województwie śląskim.

Historię Zakonnicy w przebraniu świat poznał w 1992 roku za sprawą filmu w reżyserii Emile Ardolino z brawurową rolą Whoopi Goldberg. Sceniczna premiera tego tytułu miała miejsce w 2009 roku w Londynie, a dwa lata później na Broadwayu. W Polsce po raz pierwszy po tytuł ten sięgnął Jacek Mikołajczyk, który zrealizował musical w Teatrze Muzycznym w Poznaniu w 2016 roku. Po 28 latach od filmowej premiery dzieje przebojowej szansonistki zaprezentowano także śląskiej publiczności. Dla chorzowskiej sceny musical wyreżyserował Michał Znaniecki, a choreografię stworzył Jarosław Staniek.

Zakonnica w przebraniu to opowieść o „upadłej kobiecie” – Deloris Van Cartier, która marzy o życiu w błysku fleszy i wielkiej muzycznej karierze niczym Donna Summer. Wybierając drogę na skróty, chciała przyspieszyć nieco swój awans i zajaśnieć na muzycznym firmamencie – początkowo jako gwiazda w klubie swojego kochanka Curtisa (w przedstawieniu gra go Bartłomiej Kuciel – genialny w roli mafioza). Plan ten nie powiódł się jednak. Curtis nie traktował poważnie swej upadłej diwy. Żartował nawet, że styl piosenkarki in spe przypomina raczej McDonalda, w którym się poznali… I jest w tym wiele racji, bowiem Deloris to przerysowana osobowość, ubrana w prowokujący, kiczowaty, czerwony kostium i równie krwiste, zamszowe kozaki na gigantycznym obcasie. 

fot. Artur Wacławek

Ot, bogini kiczu w pełnej krasie. Niestety, nieopatrznie stała się świadkiem morderstwa, którego dokonał jej kochanek. W obawie o swój los zdecydowała się na złożenie zeznań. W komisariacie spotkała znajomego ze szkolnej ławy, który zaoferował jej pomoc… ale aby ocalić życie, Deloris musi przywdziać zakonny habit i skryć się w klasztorze. Gdy przekracza próg świątyni, kurz spowijający wiekowe mury przemienia się w brokat i szybko okazuje się, że charyzmatyczna piosenkarka świetnie odnajduje się w nowych okolicznościach. Tak zaczyna się pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji komedia muzyczna z silnymi naleciałościami klasycznej farsy.

Wersja sceniczna nieco różni się od filmowego pierwowzoru. Zamiast konwentu sióstr św. Katarzyny, mamy bowiem kościół Matki Bożej Królowej Aniołów. Odmienny jest także wątek związany z finałowym występem chóru, w którym bierze udział papież Paweł VI. Nie zmienił się jednak ładunek emocjonalny i potężna dawka komizmu, jaka zapisana jest w błyskotliwych dialogach. Siła musicalu drzemie nie tylko w dynamicznych piosenkach, pełnej przepychu scenografii czy dobrej grze aktorskiej i parenetycznym przesłaniu, ale w bardzo uwspółcześnionym przekładzie Jacka Mikołajczyka. Nie ma w nim jednak nawiązań do sytuacji Kościoła w Polsce – i dobrze, bo przez to musical zyskuje na uniwersalności. Umiejętnie wpleciono natomiast żarty słowne i typowe dla Polaków poczucie humoru.

Teatr Rozrywki przyzwyczaił nas do przepychu – zarówno w warstwie muzyczno-wokalnej, jak i scenograficznej. Jego znakiem firmowym są barokowe dekoracje, doskonała muzyka, mocne głosy, zapadające w pamięci role i charyzmatyczni tancerze. Najnowsza premiera potwierdza tylko wysoką pozycję chorzowskiej sceny, która obok Opery Śląskiej i Teatru Śląskiego im. Stanisława Wyspiańskiego jest instytucją finansowaną przez Śląski Urząd Marszałkowski.

Za scenografię odpowiada Luigi Scoglio, który stworzył także oprawę do kilku megahitów chorzowskiej sceny jak np. Producenci M. Brooksa, Billy Elliot E. Johna i L. Halla czy Bulwar Zachodzącego Słońca W. L. Webbera, D. Blacka i C. Hampton. Efekty jego pracy przy ostatnim z wymienionych musicali zostały nagrodzone Złotą Maską w 2018 roku. Nagrodę tę otrzymał wówczas także za scenografię do baletu Romeo i Julia Charlesa Gounoda, który zaprezentowano w Operze Śląskiej. Kiedy na teatralnym afiszu pojawia się nazwisko Znanieckiego i Scoglio, możemy się spodziewać, że scenografia będzie oszałamiająca, a spektakl dzięki wizjonerskiej reżyserii i z uwagi na scenograficzne fajerwerki na długo pozostanie w pamięci widza. Tak było i w tym przypadku. Duet Znaniecki-Scoglio rozumie się bez słów, a efekt ich pracy jest monumentalny.

Utalentowany Włoch maksymalnie wykorzystał możliwości chorzowskiej sceny. Pojawiają się tu bowiem gigantyczne witraże pozwalającej widzowi poczuć się jak we wnętrza średniowiecznego klasztoru, a gdy akcja przenosi się do Metro Diner, ustępują one miejsca szafie grającej i klasycznym, amerykańskim, barowym kanapom. 

fot. Artur Wacławek

Mamy też klasztorną stołówkę, cele sióstr zakonnych oraz klatki….. w których tańczą tancerki Curtisa. Zaaranżowano także balkony. Ten mieszczący się po prawej stronie przemieniono w papieską lożę, a po lewej ulokowano komisariat policji. 

Doskonale wykorzystano też scenę obrotową – szczególnie w brawurowej scenie pogoni, przywodzącej na myśl gagi z komedii slapstickowej oraz kreskówki. Na uwagę zasługuje oprawa muzyczna, bowiem wykorzystano znane motywy muzyczne, ale zaprezentowano je w nowych aranżacjach. Efekt komediowy podkręcono dodatkowo zastosowaniem zwolnionego tempa i nadającego kreskówkowego kolorytu światła stroboskopu.

To jednak nie wszystko, bowiem przestrzeń gry została tu maksymalnie poszerzona. Wszystko działa tu jak dobrze naoliwiona maszyneria. Akcja toczy się nie tylko na scenie, ale także między widzami oraz pod sceną – w scenach pościgu artyści przekraczają czwartą ścianę i biegają pomiędzy widzami. Z kolei po schodach otaczających widzów nieustannie wędrują bezdomni, wzorem ślimaka dźwigający na swych ramionach cały dobytek spakowany w kartonach. Całości dopełniają kostiumy Małgorzaty Słoniowskiej – klasyczne habity zakonnic reprezentujących sferę sacrum zestawiono z kiczowatymi i pełnymi cekinów zgrzebnymi fatałaszkami szansonistki oraz barwnymi koszulami rodem z Żaru tropików, noszonymi przez „chłopaków” Curtisa w składzie: Joey (Hubert Waljewski), Pablo (Maciej Kulmacz), TJ (Piotr Brodziński), reprezentujących showbiznesowy półświatek.

W rolę głównej bohaterki Deloris Van Cartier wcieliła się Paulina Magaj, aktorka, wokalistka musicalowa i śpiewaczka operowa (sic!), absolwentka Akademii Muzycznej im. K. Szymanowskiego w Katowicach. Chorzowska publiczność zna ją m.in. z musicalu Cabaret, gdzie gra jedną z Girlsów kabaretu Kit Kat. Jej protagonistą, przeciwieństwem jest stonowana, zachowawcza i nad wyraz surowa Matka Przełożona, którą gra Izabella Malik. Aktorka zawsze buduje charakterystyczne i zapadające w pamięć postaci. Było tak zarówno w przypadku Martwej już niestety Anny w Stańczyku, Apolonii, Andromachy, Anioła, Rudej czy Kunerty w Żywotach świętych osiedlowych, Columbii The Rocky Horror Show. A jej Matka Przełożona? Genialna! W niektórych scenach kradnie show Deloris, a piosenki śpiewane przez nie w duecie wywołują ciarki.Kiedy na scenę wkracza Matka Przełożona i zaczyna śpiewać… w powietrzu czuć napięcie, a na ciele pojawia się gęsia skórka. Aktorka miała utrudnione zadanie, ponieważ reżyser postanowił dodatkowo skomplikować sytuację i posadzić bohaterkę na wózku inwalidzkim. 

W momentach konfrontacji walczy z formą i próbuje wyrwać się z kajdan, jakie nakłada na nią sceniczna niepełnosprawność. Należy dodać, że postać tę kreuje także Maria Meyer, niekwestionowana królowa chorzowskiej sceny, która zachwyciła publiczność podczas premierowego wieczoru. Z recenzenckiego obowiązku spieszę donieść, że sztukę widziałam dzień do premierze.

Deloris i Matka Przełożona to dwie silne osobowości, dwa żywioły, dwie tak różne, a jednak nieco podobne kobiety – symbole reprezentujące dwa odmienne światy i porządki. W miarę upływu czasu obie bohaterki przechodzą wewnętrzną metamorfozę. Oswajają się z Innym, poruszają tabuizowane dotychczas tematy, łagodnieją, ale i stają się bardziej otwarte na drugiego człowieka i inność, jaką sobą reprezentuje. 

Jak się okazuje, musical Zakonnica w przebraniu to nie li tylko rozrywka. To także opowieść o tolerancji, zrozumieniu oraz więziach łączących kobiety. Główny wątek stanowi jedynie pretekst do snucia kolejnych opowieści – jakże uniwersalnych! I w tej ponadczasowości drzemie ich urok oraz przepis na sukces. Nieznane są wyroki boskie… Jednym siostrom Bóg objawił się w śmieciowym żarciu, inne wstąpiły do klasztoru aby uniknąć śmierci. Co ciekawe, Matka Przełożona, wymyślając naprędce imię dla nowej „zakonnicy”, nazywa ją Marią Klarencjusz, tłumacząc przy tym, że jest on patronem więźniów. Tymczasem, okazuje się, że to jeden z bardziej enigmatycznych świętych. Z kolei patronem więźniów, skazańców, pokutujących i nawróconych grzeszników oraz skruszonych złodziei jest Święty Dyzma.

Dużym zaskoczeniem jest postać niepozornego i jąkającego się sierżanta Eddiego, w którego wcielił się Rafał Talarczyk. Utalentowany piosenkarz dołączył do zespołu wokalnego teatru Rozrywki w 2018 roku. W Zakonnicy… zdecydowanie rozwija skrzydła, a jego liryczna ballada porywa za serce. Podobnie zresztą jak występ bandy Curtisa – zarówno pod względem wokalnym, jak i choreograficznym. A zakonnice? Choć jest ich kilkanaście, każda posiada indywidualne cechy – zarówno charakterologiczne, jak i pewne gesty. W roli nieśmiałej postulantki Marii Robert występuje jak zawsze rewelacyjna Wioletta Białk, z kolei Marta Tadla jako Maria Patryk eksploduje humorem, a Anna Ratajczyk (jako Maria Łazarz) – stanowi jej flegmatyczne przeciwieństwo. Jest i drag queen, czyli Dominik Koralewski – brawa za odwagę.

Musical został przemyślany w najdrobniejszym szczególe. Choć spektakl trwa niemal trzy godziny, nie ma tu dłużyzn, potknięć czy słabszych momentów, choć eksperyment z rapującymi zakonnicami dedykowany jest raczej wytrawnym koneserom gatunku. Pierwsza scena, umiejscawiająca widza w akcji, pozornie wydaje się nieco chaotyczna – tancerki nie tańczą równo, główną bohaterkę rozpiera energia, jest nadaktywna, a piosenkarki gubią rytm. Szybko okazuje się jednak, że to zabieg celowy, mający zaakcentować różnicę między sacrum a profanum.

fot. Artur Wacławek

Zakonnicą… Rozrywka zainaugurowała nowy sezon artystyczny, a wrześniowa premiera była wyjątkowa, bowiem zespół pracował nad spektaklem aż dziewięć miesięcy! Przyczyną, rzecz jasna, był koronawirus i ogólnopolski lockdown, który wymusił zamknięcie instytucji kultury w całym kraju na długie tygodnie. Tym sposobem zamiast w kwietniu, publiczność zobaczyła kultowy broadwayowski przebój dopiero we wrześniu. Warto było czekać. Genialne songi, wartka akcja, doskonała muzyka i przezabawny humor sytuacyjny rekompensują w pełni czas „zamrożenia” teatru. Często zdarza się, że musical posiada jedną mocną piosenkę i kilka słabszych, jednakże trzeba też przyznać, że w przypadku Zakonnicy… wszystkie piosenki wpadają w ucho i chętnie posłuchałoby się ich już po tym, jak kurtyna pójdzie w dół. Muzyczna ewangelizacja rozpoczęta. Jednym słowem Zakonnica w przebraniu to przykład modelowego musicalu, który realizuje trzy zasady retoryki Kwintyliana, czyli naucza, zabawia i wzrusza (docere, delectare, movere). Wszyscy wykonawcy grają równo, a ich śpiew to prawdziwa uczta dla ducha. Polacy kochają musicale, a Zakonnica w przebraniu w wykonaniu zespołu Teatru Rozrywki to doskonałe widowisko, które na pewno skradło niejedno serce. Finis coronat opus!

Zakonnica w przebraniu, Teatr Rozrywki w Chorzowie. Reżyseria: Michał Znaniecki, przekład: Jacek Mikołajczyk, scenografia: Luigi Scoglio, kostiumy: Małgorzata Słoniowska, choreografia: Jarosław Staniek, kierownictwo muzyczne: Mateusz Walach, kierownictwo wokalne: Ewa Zug, reżyseria światła, projekcje: Dariusz Albrycht. Występują: Paulina Magaj, Maria Meyer, Izabella Malik, Marta Tadla, Anna Ratajczyk, Wioletta Białk, Bartłomiej Kuciel, Ewa Grysko, Dagmara Żuchnicka, Tomasz Jedz, Hubert Waljewski, Rafał Gajewski, Maciej Kulmacz, Piotr Brodziński, Aleksandra Dyjas, Joanna Możdżan, Magdalena Wojtacha, Marek Chudziński, Rafał Talarczyk, Przemysław Witkowicz, Dominik Koralewski, Jakub Wróblewski, Barbara Ducka oraz zespół wokalny, baletowy i orkiestra Teatru Rozrywki. Premiera: 10 września 2020.

Tytuł oryginalny

Kolorowy ptak skryty pod zakonnym habitem

Źródło:

Teatrologia.pl

Link do źródła

Autor:

Magdalena Mikrut-Majeranek

Data:

16.09.2020