EN

29.04.2024, 12:30 Wersja do druku

Żywoty świętych osiedlowych

„Freak Show” Piotra Rowickiego w reż. Piotra Ratajczaka w Teatrze Miejskim w Gliwicach. Pisze Anna Jazgarska, członkini Komisji Artystycznej 30. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej.

fot. Jeremi Astaszow / mat. teatru

„Myślicie, że ta spod piątki naprawdę wynosi śmieci?” – pyta chytrze Narrator, który przez następne osiemdziesiąt minut będzie oprowadzał nas po zakamarkach i zaułkach bloku przy Polnej 9 (Aleksandra Maj w kostiumie klauna-złoczyńcy). Freak Show Piotra Rowickiego (tekst) i Piotra Ratajczaka (reżyseria) w Teatrze Miejskim w Gliwicach to w pierwszym odbiorze kolejna odsłona (wy)eksploatowanego tematu polskich blokowisk. Zadane przez upiornego arlekina pytanie to w istocie rodzaj zadania – skłaniającego nas do porzucenia, przynajmniej na moment, tych wyobraźniowych przyzwyczajeń, którymi otaczamy wielomieszkaniowe społeczności i zastąpienia ich spojrzeniem intencjonalnym, bardziej skupionym na detalu, mocniej kontekstualnym. Ale przecież to zadanie również nie jest propozycją nową, podobne zaproszenia teatr, kino czy literatura kierują do nas regularnie. Na czym więc polega tu cała sztu(cz)ka? Ano na przejmującej obserwacji, że „ta spod piątki” rzeczywiście wynosi śmieci: w pojedynkę, w milczeniu. I nic ponad to.

Mikrospołeczność mieszkalnego bloku pobudzała zbiorową wyobraźnię równolegle do mnożących się osiedli: zabudowujących łąki, polne nieużytki, ale i wciskających się w niezagospodarowane architektonicznie skrawki miejskiej tkanki. Ta naturalna, na swój sposób zdumiewająca przypadkowość tych społeczności od pierwszych zasiedlonych „klatek” prosi(ła) się o zbadanie jej wewnętrznych struktur, porządków czy mechanizmów organizujących i regulujących jej istnienie. W incydentalności osiedlowych struktur szuka(ło) się najszerzej rozumianego wszystkiego, od mitologii zaczynając, na metafizyce kończąc.

Sztuka Freak Show Piotra Rowickiego przypomniała mi Żywoty świętych osiedlowych Lidii Amejko, wydaną w 2007 roku, nominowaną do Nagrody Literackiej Nike rzecz o osiedlowej mikrospołeczności. Adaptowaną ją kilkakrotnie na scenę: w przedstawieniach Kariny Grabowskiej (Teatr Śląski w Katowicach i Teatr KTO w Krakowie), Karoliny Kirsz (Teatr Rozrywki w Chorzowie), czy też w niezwykłym przedstawieniu na styku teatru dramatycznego i teatru formy w reżyserii i wykonaniu Agaty Kucińskiej z wrocławskiego Teatru ad Spectatores. Lidia Amejko przyglądając się wnikliwie, obracając w powiększeniu wyimki blokowego krajobrazu, wynosi do rangi egzystencjalnej niezwykłości zdarzenia z najbardziej błahej, często też po prostu budzącej litość czy zawstydzenie codzienności. W (przy)powiastkach o społecznej niezdarności, uczuciowym osamotnieniu autorka dopatruje się figur i doświadczeń męczeństwa, mistyki, świętości, dopatruje się także podwalin wspólnotowości. Piotr Rowicki także dostrzegł w blokowym krajobrazie panoptikum osobowości i sytuacji, które da się zebrać we wspólny, nadrzędny dla nich wszystkich układ. Z tym że autor Freak Show (tytuł sztuki to po prostu Freak) nie jest w swoich diagnozach tak optymistyczny i w osiedlowym mikrokosmosie zauważa głównie rozpad, dojmującą egzystencjalną osobność. Cyrkowa dekoracja tylko przez chwilę wykrzywia i napompowuje niewspółmiernie do rzeczywistości podejmowane sprawy. Komiksowo-karnawałowego kamuflażu starcza tu na krótko i bardzo szybko zauważamy, że to teatralne zwierciadło wcale nie jest tak krzywe, jak chciałoby tego nasze dobre samopoczucie.

Marcin Chlanda (scenografia i światło), Robert Woźniak (kostiumy) i Szymon Dobosik (choreografia) zbudowali na dużej scenie Teatru Miejskiego w Gliwicach przestrzeń jak z broadwayowskiego blockbustera – konstrukcję z metalowych rusztowań i schodów, zawierającą w swoim wnętrzu pojedyncze obiekty (meble, bibeloty, sprzęty) składające się na mieszkania bloku przy Polnej 9. Lokalizacja nie jest przypadkowa: budynek z numerem dziewiątym przy ulicy nazwanej Polną to najczęściej występujący adres w Polsce. Ta informacja wyznacza jasną perspektywę teatralnego badania: przyglądamy się nie wyjątkowości, lecz temu, co najczęstsze, najbardziej powszednie. U Rowickiego i Ratajczaka są to: Najdziwniejsza Rodzina Świata (Alicja Stasiewicz jako Najdziwniejsza Matka, Paweł Majchrowski jako Ojciec i Kornel Sadowski jako Dziecko), Kobieta Ptak (Olga Wojtkowiak), Kobieta Z Brodą (Aleksandra Wojtysiak) i jej córka Żywa Lalka (Klaudia Cygoń-Majchrowska), Człowiek Słoń (Łukasz Kaczmarek), Człowiek O Stu Twarzach (Cezary Jabłoński) i Najsłabszy Człowiek Na Świecie (Maciej Piasny). Twórcy warstwy wizualnej przedstawienia wpisali ich wszystkich w świat cytujący popkulturowe odmiany kina, estetykę komiksową, plastykę cyrkowej specyfiki. Dominującym kolorem całej kompozycji jest zieleń, prawie wyłącznie w jaskrawym, niemal fluorescencyjnym odcieniu, tym, który zwyczajowo w opowieściach o superbohaterach jest barwą toksycznych oparów. Monopol głównego koloru łamią okazjonalnie czerń i fiolet, użyte w kostiumie Narratora oraz w przerysowanych makijażach. Cała scena pogrążona jest w mroku, rozjaśnianym punktowo zimnym światłem, które podkreśla nieprzyjazny, a wieloma chwilami po prostu groźny kształt wielomieszkaniowego domostwa, niepokojąco rozmywany przez unoszący się w całej przestrzeni, szary dym. Prócz Narratora w kostiumie przywodzącym na myśl arlekina, a trochę czarny charakter z komiksu, „cyrkowy zespół” Polnej 9 nosi zuniformizowane stroje odtwarzające współczesną ulicę. Niezwykle ważnym narzędziem budującym tu teatralną plastykę jest ruch, spójnie opracowany i naprawdę dobrze wykonany przez gliwicki zespół: układy i figury miksujące musicalowy rozmach z ostentacyjnie kanciastą, pobudowaną na karnawałowej umowności choreografią.

Po zamaszystym otwarciu opowieści, Narrator zaprasza nas do bliższego przyjrzenia się każdej z postaci, każdemu z blokowych mieszkań. Już podczas introdukcyjnej partii przedstawienia wyraźnie widać, jak dalecy wszyscy są sobie obcy, pomimo fizycznej bliskości. Ów dystans bardzo często ma formę zwykłej nieżyczliwości, momentami – nieuzasadnionej wrogości. Mamy wrażenie, że wszystkie ich zewnętrzne relacje odzwierciedlają to, co kłębi się w ciasnych pokojach ich blokowych mieszkań. Najdziwniejsza Rodzina Świata to ubrana w odprasowane, casualowe uniformy para, której twarze wykrzywia na zmianę sztuczny uśmiech i grymas wstrętu. Ta druga mina zarezerwowana jest dla Dziecka, popychanego przy każdej okazji, tłamszonego krzykiem. Równie toksyczna, przemocowa relacja łączy Żywą Lalkę i jej matkę, Kobietę Z Brodą. Pierwsza to uzależniona od cudzego spojrzenia „influenserka”, relacjonująca w mediach społecznościowych każdy niemal gest, każde zdarzenie ze swojej codzienności. Jej matka również wykazuje całkowite poddaństwo wobec ekranu – tutaj telewizyjnego. Zastygła w zapadniętym fotelu, żyje we wnętrzu własnej, kalkującej telewizyjną telenowelę fantazji. Pomiędzy obiema kobietami nie ma prawie nic, prócz niechęci i ambicji kontrolowania tej drugiej.

Pozostałe osoby zamieszkujące blok przy Polnej 9 zajmują swoje mieszkania w pojedynkę, zapadając się sukcesywnie w odmęty toczonego toksynami „ja”: uzależnienia od alkoholu (Człowiek Słoń), uczuciowej atrofii (Człowiek O Stu Twarzach), nieustannego cierpienia i tęsknoty za ulgą (Kobieta Ptak). „Na imię mam Bogdan a teraz nikt już Bogdan nie nazywa dzieci” – przedstawia się Najsłabszy Człowiek Na Świecie, wyznając ze wstydem, bardziej może z bezsilnością: „Kiedyś (…) połknąłem proszki, popiłem warką strongiem i położyłem się na torach. Tyle, że tą linię ze Zgierza właśnie zrestrukturyzowali”. My, zgromadzeni na widowni, zgadzamy się na propozycję podejrzenia życia przy Polnej 9 i wcale nie jest nam do śmiechu, kiedy oglądamy popisowe numery mieszkańców i mieszkanek bloku. A jeszcze gorzej, kiedy w ciszy pogrążonego w mroku budynku rozpoznajemy milczenie, obojętność naszej, pozateatralnej rzeczywistości. Bo dość prosta, oczywista konstatacja tego obyczajowego dramatu – ubranego dla rozrywki w cyrkowe pantalony – zwraca uwagę na sprawy najbliższe, o których popandemiczna współczesność polskich miast, uspokojona ponadnormatywną, iluzoryczną w swojej istocie „czułością” propozycji wszelkiego „care” zdaje się nie dostrzegać. Apoteoza wygody, funkcjonalności i swoistej samowystarczalności odcina nas od tego, co wspólne, a co – dostrzegają twórcy Freak Show – nie napawa optymizmem.

Rowicki i Ratajczak mówią prosto i dobitnie: rozpadamy się. Ich opowieść o „przygodach” osiedlowej społeczności to nie znana nam dobrze narracja o różnicach komplikujących wspólnotę, bo wspólnoty jako takiej ze świecą tu szukać. Zniknęły z korytarzy wścibskie sąsiadki pożyczające cukier, wyparowały nieformalne zebrania samozwańczych blokowych rad zarządczych, zapadły się pod ziemię romanse, przyjaźnie, międzysąsiedzkie wojny domowe. Jest cisza, pustka, samotność. Jest własna bańka, w której grzmi echo. Rowicki i Ratajczak amortyzują poniekąd swoją wypowiedź oklejając ją pseudokomediową otoczką gagów i sztuczek, co nie rozmywa ciężaru poszczególnych tematów, lecz pełni funkcję swoiście konsolidacyjną – skleja poruszane tu obszary społecznych problemów w jeden kalejdoskop, celowo nie dając przestrzeni na poświęcenie się któremuś z nich głębiej, wskazując za to dobitnie jeden z głównych powodów ich sukcesywnego pęcznienia.

Dzięki zbalansowaniu wszystkich środków teatralnej machiny ten pomysł działa – (anty)przygody mieszkańców i mieszkanek Polnej 9 oglądamy z zainteresowaniem, a w miarę upływu teatralnego czasu z coraz większą niewygodą. Rowicki i Ratajczak nie nazywają pewnych sytuacji dosłownie, nie wskazują winnych palcem, przez co nie uchylimy się przed przedstawianymi tu treściami wymówką, że „to na pewno nie o nas”. Twórcy przedstawienia przewrotnie odwracają popularne porzekadło: w ich „show” jak coś jest do niczego – to jest do wszystkiego. I o każdym. Rowicki i Ratajczak równie sprawnie „obsługują” przesycające aktualną rzeczywistość metody na szczęście na skróty – poprzez kieszonkowy coaching, technologię czy powierzchowną duchowość. Ich wcieleniem na scenie zostaje postać grana przez Mariusza Galilejczyka – nadpobudliwa, w podejrzanie jasnym stroju, wyciągająca z rękawa remedium na każdą osobistą czy zbiorową bolączkę.

Gliwickie przedstawienie kończy finał nieco toporny w swojej symbolice, ale nie skreślający tej dobrze napisanej, sprawnie zrealizowanej opowieści, która bezpretensjonalnie i bez dydaktycznych ambicji szkicuje własny mit blokowiska. Piotr Rowicki i Piotr Ratajczak zapraszają nas na widowisko, które ogląda się z zainteresowaniem, które trzyma rytm dzięki spójności inscenizacyjnych pomysłów i konsekwencji w budowie scenicznej, dość intensywnej rzeczywistości. Ostatnie chwile tej opowieści, kiedy kłęby dymu spowijają ostateczny rozpad wielomieszkaniowego budynku, pozostawiają nas z ponurą, jak na cyrkowy pokaz, refleksją. A „święci” i „święte” z Polnej 9 nie dają się za nic złożyć w jedną całość, w jakąś jedną, dającą nadzieję wspólnotę. Nie odkrywają też przed nami finalnie żadnych tajemnic, żadnej magii. Tutaj ta spod piątki naprawdę tylko wynosi śmieci.

Anna Jazgarska

Piotr Rowicki FREAK SHOW. Reżyseria: Piotr Ratajczak, scenografia i światło: Marcin Chlanda, kostiumy: Robert Woźniak, choreografia: Szymon Dobosik, kompozycja piosenek: Maciej Zakrzewski. Prapremiera w Teatrze Miejskim w Gliwicach 9 września 2023.

Źródło:

Materiał własny

Wątki tematyczne