Logo
25.08.1999 Wersja do druku

Zygmunt Hubner - w dzisiątą rocznicę śmierci

Z Zygmuntem poznaliśmy się w szkole. W bardzo dziwnej klasie. Była to druga licealna w humanistycznym Liceum im. Słowackiego przy Wawelskiej w Warszawie. Trzydzieści kilka dziewcząt i sześciu chłopców. Trudne miałyśmy życie. Surowa dyrektorka nie pozwoliła zaprosić na tradycyjną studniówkę gości, skazując nas na stanie w kolejce do nielicznych tancerzy klasowych. Urządziliśmy więc studniówkę poza szkołą, korzystając z gościnności rodziców jednego z kolegów, w ich domu w Radości. Pamiętam miłe zamieszanie, układanie listy gości, transport wiktuałów. Należeliśmy z Zygmuntem do organizatorów eskapady. W tym radosnym, beztroskim rozgardiaszu Zygmunt ogromnie dbał, aby wyglądać poważnie i zachowywać się absolutnie dorośle, od rana do wieczora chodził w kapeluszu i nienagannie wyczyszczonych butach. Mimo świetnego wychowania wyniesionego z rodzinnego domu, mimo pozy człowieka dorosłego był właściwie chłopcem zamkniętym i nieśm

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Zygmunt Hubner - w dziesiątą rocznicę śmierci

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta Dolnośląska Nr 198

Autor:

Zofia Szczygielska

Data:

25.08.1999