27.01.2011 Wersja do druku

Zygarlicka: Bez czułości

Portret aktorki tworzony jest zwykle na rysunku jej najważniejszych ról. Kiedy przeglądam spis ról zagranych w ciągu dwudziestu dwóch lat przez BEATĘ ZYGARLICKĄ, łapię się na tym, że w zasadzie nie ma w nim tak rozumianych kreacji, z którymi byłaby ona mocno i natychmiast identyfikowana - pisze Artur D. Liskowacki w Dialogu.

1.Portret aktorki tworzony jest zwykle na rysunku jej najważniejszych ról, na szkicu, jaki wyłania się z wizerunku najdoskonalej wykreowanych przez nią postaci. Jakaś Lady Makbet, Ofelia, Raniewska, Nora... Kiedy przeglądam spis ról zagranych w ciągu dwudziestu dwóch lat przez Beatę Zygarlicką, łapię się na tym, że w zasadzie nie ma w nim tak rozumianych kreacji, wybitnych wcieleń, z którymi byłaby ona mocno i natychmiast identyfikowana. A przecież są w tym spisie role znakomite, stanowiące o wartości i klasie spektaklu, współtworzące go niejako. Tyle że wbudowane weń immanentnie, jako niezbędny, choć wcale nie pierwszoplanowy element. Będące jego częścią, a i dodatkową siłą. Że wspomnę choćby rolę Anny w "Rowerzystach" Volkera Schmidta - wspólnej produkcji Teatru im. Jaracza w Łodzi i macierzystej sceny Zygarlickiej, szczecińskiego Teatru Współczesnego. Przedstawienie to - w reżyserii Anny Augustynowicz - wysoko oceniane było w kraju

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Zygarlicka: Bez czułości

Źródło:

Materiał nadesłany

Dialog nr 1/01-11

Autor:

Artur D. Liskowacki

Data:

27.01.2011