07.10.2020, 09:34 Wersja do druku

Życie na trzy podzielone

"Rambert. Tryptyk" w choreogr. Joanny M. Czajkowskiej, Małgorzaty Dzierżon i Anny Akabali w Sopockim Teatrze Tańca. Pisze Katarzyna Wysocka w Gazecie Świętojańskiej.

fot. mat. teatru

To nie jest pokaz dla każdego. To piętrowa i dla koneserów opowieść o przypadku twórczym Marie Rambert, choreografce, którą los pchał do tańca i „w ramiona” najwybitniejszych twórców, chroniąc ją jednak przed wielkimi rozczarowaniami. Spełniona zawodowo i rodzinnie odcisnęła piętno na brytyjskim balecie, pozostawiając trwały ślad w postaci Rambert Dance Company (od 2013 Rambert). To historia Żydówki (właśc. Cywia Ramberg) urodzonej w 1888 r. w Warszawie, która dzięki mężowi stała się obywatelką Wielkiej Brytanii. Wielokrotnie odznaczana i doceniana, była zaangażowana do 1982 r., kiedy zmarła w Londynie. W Polsce niemal zapomniana.

Trzy choreografki i trzy różne spojrzenia na taniec

Sopocki Teatr Tańca premierował w Teatrze na Plaży tryptyk złożony z miniatur, którymi uhonorowano Marie Rambert. Joanna Czajkowska, Małgorzata Dzierżon i Anna Akabali, zainspirowane dorobkiem tancerki i pedagożki tańca (oraz realizując wieloletni projekt*), stworzyły mocno zindywidualizowane opowieści wpisane w chronologię życia i twórczości Rambert. Każda z części w TnP nawiązywała do charakteru pracy Rambert, czyli tworzenia w sposób nasycony i klarowny w niewielkich przestrzeniach. „Brak funduszów i ciasnota zmuszały choreografa i scenografa do precyzji w opracowaniu utworu, do klarowności w sposobie wyrażenia treści, a od tancerzy wymagały bezbłędnego warsztatu, bo w kameralnych warunkach naszego teatru najmniejszy błąd nie mógł ujść uwadze 150-osobowej widowni” (Halina Bartczak-Sivell, Spotkanie z Marie Rambert, „Teatr” 1973). Budynek przy ul. Mamuszki 2 nadawał się więc idealnie, aby mocując się z różnego rodzaju przeciwnościami, zrealizować konceptualne dzieło.

Joanna Czajkowska przeniosła widzów do kawałka świata polsko-francusko-austriackiego, w którym żyła, dorastała i kształtowała swoją artystyczną osobowość Marie. Zachwycona Isadorą Duncan, miała sposobność współpracować z Émile Jaques-Dalcrozem, Sergiuszem Diagilewem, Wacławem Niżyńskim czy Enricem Cechettim. Różnorodność i rozproszenie, jakie widz ogląda w pierwszej części tryptyku, to świadomy zabieg pokazania wielości, jaka otaczała Rambert w początkach jej pracy nad odzwierciedleniem własnego stylu i charakteru w tańcu. Powolność i „niewinność” stopniowo przechodzą w niejednoznaczne obrazy, oddając dynamikę nowości, energię spotkań, rodzących się pomysłów. W finale ruch tancerzy staje się nierytmiczny i niedokończony, jakby pusty w zetknięciu z nadchodzącym widmem I wojny światowej. Muzyka Mariusza Noskowiaka, jak zwykle niepokojąco pojemna, wpisuje tancerzy w świat nieoczywistego porządku, dając im pole do poszukiwań. Rolę dodatkowych znaczeń przez cały spektakl odgrywają dopracowane, choć proste, wizualizacje Katarzyny Teresy Turowskiej.

fot. mat teatru

Biel kostiumów i czystość formalna to dominanty środka tryptyku. Uporządkowane kompozycje taneczne, piękno i dokładność ruchu znacząco wpisują historię Marie Rambert w angielską chronologię jej życia. Rytm tej sceny stopniowo się rozwija, dając czas na teatralizację gestów i mimiki. Małgorzata Dzierżon poprzez mikrosceny zilustrowała z uważnością etap dzielenia się miłością Marie, budowaną na fascynacji i spełnieniu. Całość miniatury przynosi pewnego rodzaju spokój, jaki wpisany jest w charakter baletu i szlachetności bieli.

Część trzecia zaskakuje barwami opowieści. Początkowa, pysznie skonstruowana miniscenka z marynarką w roli wiodącego rekwizytu, to przykład teatralizacji tańca ujętego w plastyczne ramy, z niemal matematycznie obliczoną precyzją w odniesieniu do kolejności czy trajektorii ruchów. Anna Akabali kończy opowieść historiami podróży Marie Rambert, wymownie wpisując wzmożoną aktywność znakomitej tancerki w charakter własnego stylu scenicznego. To bardzo dojrzałe i spektakularne zamknięcie historii.

Ci sami tancerze „pod batutą” trzech doświadczonych choreografek to wyzwanie dla realizatorek, ale także szansa na wydobycie potencjału zespołu. Joanna Czajkowska, Róża Kołoda, Joanna Nadrowska, Kalina Porazińska, Wiktoria Rudnik, Artur Grabarczyk, Tomasz Graczyk i Jacenty Krawczyk jako grupa pokazali dopracowane i energetyczne widowisko, choć każdy z nich skoncentrował się na ukazaniu walorów swojego stylu.

Na uwagę zasługuje praca Alicji Grucy, która, podążając za barwami choreografii i charakterem opowieści, precyzowała kostiumem konteksty i inspiracje bohaterki tryptyku, ale także realizatorów spektaklu. Minimalistyczne kompozycje Szymona Brzóski w części 2 i 3 precyzyjnie odzwierciedlały nasycenie emocji u poszczególnych postaci. Z małej przestrzeni sceny Teatru na Plaży Mateusz Gierc umiał kreatywnie wydobyć i tonizować światło i cienie.  

W czasie pandemicznym, kiedy Sopot znalazł się w ograniczonej strefie żółtej, uczestniczenie w premierze z kilkunastoma osobami na widowni, to przeżycie osobne i wsobne. Nierozproszone. Może łatwiej wtedy o pamięć emocji potrzebnych do konfrontacji ze zdarzeniem. Warto spojrzeć na ten udany projekt również z tej perspektywy.

Tytuł oryginalny

Życie na trzy podzielone. STT: Rambert. Tryptyk

Źródło:

Gazeta Świętojańska online
Link do źródła