Logo
Recenzje

Zwykły zestaw trosk i krzywd

19.02.2026, 14:18 Wersja do druku

„Prawdziwa zbrodnia” Michała Kmiecika w reż. Anny Rozmianiec w Teatrze Lalek Pleciuga w Szczecinie. Pisze Adrianna Wolińska, członkini Komisji Artystycznej 32. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej. 

fot. Piotr Nykowski / mat. teatru

Wygląda na to, że spektakl Prawdziwa zbrodnia ze szczecińskiej Pleciugi, był dla mnie tym, czym dla innych Paprykarz szczeciński wystawiany w tamtejszym Teatrze Współczesnym – niezwykłym popisem wyobraźni i poczucia humoru autora obu sztuk, Michała Kmiecika. Tańczące paprykarze mnie znudziły, za to historia z gatunku true crime dostarczyła teatralnej frajdy, ratując od zblazowania w tym trudnym styczniu. Frajdy nie sposób w całości przekazać tekstem, referowanie żartów mogłoby mieć odwrotny efekt, więc po porcję śmiechu, polecam udać się bezpośrednio do teatru. Tutaj zaś zajmę się rozwikłaniem zagadki pewnej zbrodni.

Chociaż mowa o przedstawieniu w teatrze lalek, Kmiecik nie napisał bajki dla dzieci – wstęp na widownię mają osoby powyżej szesnastego roku życia. Natomiast Anna Rozmianiec, reżyserka przedstawienia, na co dzień działająca raczej w offie, nie zrezygnowała z lalek, które mają tu niebagatelne znaczenie, bo na różne sposoby odsyłają nas do czasów naszego własnego dzieciństwa. Ale o tym za chwilę.

Historia na pozór opowiada o morderstwie, które popełniono w domu na obrzeżach Gorzowa Wielkopolskiego, gdzie pewną wiosną wprowadziła się rodzina. Giną wszyscy: czterdziestotrzyletni Krzysztof (Rafał Hajdukiewicz), czterdziestoletnia Anna (Maja Bartlewska) i siedmioletnia Zuzia (Zofia Tkocz). Nikt ich nie lubił, więc nikt nie zauważył, że zniknęli. Choć zginęli latem, Policja znalazła ciała dopiero jesienią, kiedy Zuzia nie poszła do szkoły. Sprawcy zbrodni nie znaleziono.

W opowieść wprowadza nas mroczna postać narratora-potwora (Maciej Sikorski) z twarzą pomalowaną na czerwono i futrem na plecach. Wstęp jest długi, nieśpieszny, wyciemniony, trochę flirtuje ze stylistyką noir (takim noir na miarę Gorzowa Wielkopolskiego). Niby kreuje nastrój tajemnicy i grozy (wzmacniany przez muzykę Jakuba Woźniaka), ale tylko po to, by go sklaunować. Aktor bawi się powtórzeniami w tekście, doprowadzając całą tę introdukcję do absurdu.

Następnie cofamy się w czasie, do momentu tuż po wprowadzeniu się rodziny do nowego domu. Od teraz scena po scenie będziemy podróżować coraz bardziej wstecz, odtwarzając przy tym najróżniejsze przewinienia rodziców wobec Zuzi: a to tata zaproponował zabawę w chowanego i wcale nie szukał; a to mama obiecała, że pójdą do lasu i nie poszli; i znów ojciec, który na stacji benzynowej kupuje sobie hot-doga, a córce niedobre marchewki. Cofamy się i cofamy, aż do narodzin samego Krzysztofa i samej Anny. Bo ta zbrodnia ma swój początek dużo wcześniej, wcale nie w domu na obrzeżach Gorzowa Wielkopolskiego. Narratorowi przez chwilę wyrwało się słowo „fatum”, ale się zawahał, bo przecież takie fatum wisi nad niemal każdą rodziną: zwykły zestaw trosk i krzywd przekazywanych sobie w procesie wychowania przez wiele pokoleń.

Kmiecik tak pisze tę historię, byśmy od początku wiedzieli, że nie o żadne morderstwo tu chodzi, a codzienne zaniedbania, za które później płaci się grube pieniądze, obgadując rodziców na terapii. Dlatego już w jednej z pierwszych scen Krzysztof mówi: „Właśnie do mnie dotarło, że cokolwiek byśmy z mamą się nie starali, szczęśliwego dzieciństwa to ty chyba nie będziesz miała”. Dobrymi intencjami jest piekło wybrukowane i złymi intencjami jest piekło wybrukowane. W ogóle wszystko to piekło, a kmiecikowa true crime zdarza się nam wszystkim codziennie. Ale podczas gdy my dokopujemy się dalej i dalej do największych ran z dzieciństwa, większość rodziców naprawdę chciała dobrze – zdają się mówić twórcy. Być może trochę za daleko zabrnęliśmy w tym całym stawianiu granic i trosce o własne samopoczucie, kosztem bogu ducha winnych rodziców, którzy nie poświęcali życia na terapeutyzowanie się.

Kmiecik pisze więc satyrę na kulturę terapeutyczną, kulturę grzebania w przeszłości, bawiąc się przy tym konwencją opowieści o prawdziwych morderstwach. Korzysta z wpisanego w nią patosu i jeszcze go podbija, doprowadzając do kompletnego absurdu, a Rozmianiec pięknie to z tekstu wydobywa. Bo jak inaczej można czytać finał tej historii? Dowiadujemy się w nim, że traumą dla Zuzi było zostawienie w starym domu jej ulubionego pluszaka. Przerażający narrator okazuje się ową uroczą przytulanką, Stworem, który zapomniany – obraża się na całą rodzinę i jej złorzeczy. Pluszak jest tu symbolem dzieciństwa, z którego kolektywnie zrobiliśmy w swojej pamięci strasznego potworka.

Scenografia Kingi Dalskiej jest mocno retro. Czerpie z nostalgii widzów i widzek i pełni rolę teleportu do przeszłości. Wśród dekoracji znajduje się między innymi wieszak ze zwisającą przeźroczystą i lekko czerwoną kurtyną z plastikowych pasków – w latach dziewięćdziesiątych i wcześniej montowano takie w różnego rodzaju halach by oddzielały pomieszczenia i odbijały promienie słoneczne. Są też stojaki z luksferami – bloczkami z grubego szkła, które przepuszczają światło. To także relikt końcówki poprzedniego stulecia (choć czuję, że wkrótce powrócą do łask). Elementy scenografii odbijają światło, tak jak my pokoleniowo powtarzamy siebie nawzajem.

We fragmencie opowiadającym o zakupie nowego domu, na scenę wjeżdża jego miniaturowy model, przypominający domek dla lalek. I rzeczywiście – w jego oknach pojawią się lalki. Rozmowy Anny i Krzysztofa odgrywane są w niektórych scenach przez niemowlaki w stylu baby born (co ciekawe, pierwsze „bobasy” jako zabawki dla dziewczynek stały się powszechne w latach siedemdziesiątych i zyskiwały coraz większą popularność w następnych dziesięcioleciach). Żeby odróżnić bobasa-matkę od bobasa-ojca, ten drugi zawsze występuje z papierosem w buzi. Wszystko to służy podkreśleniu, że tematem przedstawienia (i tematem dorosłego życia) jest dzieciństwo i zapisane w nim emocje. Oprócz żalu i rodzinnych win, są tam także zachwyty nad odbijającym się błyskiem światła w szklanych luksferach.

Michał Kmiecik PRAWDZIWA ZBRODNIA. Reżyseria, choreografia: Anna Rozmianiec, muzyka: Jakub Woźniak, scenografia: Kinga Dalska, reżyseria świateł: Prot Jarnuszkiewicz. Prapremiera 21 listopada 2025 w Teatrze Lalek Pleciuga w Szczecinie.

Źródło:

Materiał własny

Wątki tematyczne

Sprawdź także