W deszczowe, sobotnie popołudnie znalazłam się na warszawskim Targówku. Do rozpoczęcia przedstawienia została jeszcze godzina. Schroniłam się w małym pubie na rogu ulic.
Wewnątrz pusto. Przy barze właściciel grał w karty ze znajomym. Zamówiłam herbatę i coś do zjedzenia. Po kilkunastu minutach właściciel podszedł porozmawiać. Usłyszałam, że jestem bardzo odważna. Usprawiedliwiało mnie tylko to, że nie jestem ze stolicy. Nikt z warszawiaków obojga płci nie zapuszcza się samotnie na Targówek. - Nie ma jeszcze moich klientów, przychodzą dopiero wieczorem. Każdy ma na twarzy kilka kropek i dwa, trzy wyroki na koncie - powiedział właściciel pubu "Baron". I popłynęła opowieść o ludziach z Targówka, złodziejach z pokolenia na pokolenie. Mężczyznach tworzących zamknięty krąg, ze swoim kodeksem, honorem i systemem kar dla odstępców. Pewnego dnia na pobliskim bazarze młody chłopak zerwał kobiecie z szyi złoty łańcuszek. Miał pecha, była to żona jednego z "królów Targówka". Po kilku godzinach ustalono personalia sprawcy. Rozmowa z pechowym młodzieńcem była krótka. Był bardzo wystraszony i szybko zgodzi�