15.11.2007 Wersja do druku

Złe czasy dla intymności

W samej Polsce niemal 100 artystów regularnie jeździ i pokazuje swoje monodramy. Teatr jednego aktora jest zresztą nie tylko powszechną formą teatralną, co także formą o najdłuższej żywotności - pisze Maja Ruszpel w Dzienniku.

Właśnie ruszyły Międzynarodowe Wrocławskie Spotkania Teatrów Jednego Aktora - prawdopodobnie najstarszy taki festiwal na świecie. A jednak sztuka monodramu przeżywa dziś trudne chwile. Słynne WROSTJA istnieją już ponad 40 lat. Dzięki sile i wytrwałości ich twórcy, Wiesława Gerasa, są prawdziwym świętem monodramu. A jednak, choć festiwal zyskał charakter międzynarodowy, nie jest już tak istotnym wydarzeniem jak kiedyś. Zmieniły się czasy, artyści, a może zmienił się widz? A może sam monodram? - Trzeba mieć naprawdę poważny powód, by wyjść samemu na scenę - mówi Wiesław Komasa, jeden z najwybitniejszych monodramistów w Polsce. Tym powodem mogą jedynie być naprawdę poważne pytania natury egzystencjalnej - wspólne mnie i widowni. Monodramem zapraszam przecież do intymnej, bliskiej rozmowy, która toczy się tu i teraz. Ta rozmowa musi być do końca szczera. Tylko ktoś, kto jak Komasa od ponad 30 lat z powodzeniem uprawia tę formę sztuki,

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Złe czasy dla intymności

Źródło:

Materiał nadesłany

Dziennik online/17.11.

Autor:

Maja Ruszpel

Data:

15.11.2007