30.05.2011 Wersja do druku

Zezowate szczęście z M-3

Bogumił Kobiela był aktorem raptem 16 lat, i choć pracował non stop, nie pozostawił po sobie zbyt wielu ról na miarę swego wielkiego talentu. Czy gdyby nie nagła śmierć, która zabrała go w wieku 38 lat, doczekałby się kolejnych propozycji na miarę Jana Piszczyka z filmu Andrzeja Munka czy pana Jourdaina ze spektaklu Jerzego Gruzy. Wyemitowała go Telewizja Polska już po śmierci aktora.

Spoczął w położonym blisko Krakowa Tenczynku, do którego tęsknił przez całe życie, który idealizował i wspominał, za którym tęsknił, obojętne, czy był w Gdańsku, w Warszawie czy w Nowym Jorku. "Często śni mi się Tenczynek po nocach i zdjęcie domu oglądam, bo noszę w portfelu" - pisał w jednym z listów. Wspominał także ..grzybobranie w Tenczynku". I właśnie na cmentarz położony 200 metrów od domu dziadków odprowadzał aktora gigantyczny kondukt pogrzebowy, z idącą za trumną żoną, niosącą grzyby. Uzbierał je wioząc ciało brata ze szpitala w Gdańsku Marek Kobiela. Ten fragment drogi w Buszkowie wyginającej się nagle pod kątem 90 stopni miejscowi nazywają zakrętem śmierci. To w tym miejscu, 27 kilometrów od Bydgoszczy, na trasie łączącej zachodnie wybrzeże Bałtyku z Warszawą, rozbił się Krzysztof Krawczyk, tam uległ wypadkowi Waldemar Baszanowski, w wyniku czego owdowiał, i tam, 2 lipca 1969 roku zderzył się czołowo z jelc

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Zezowate szczęście z M-3

Źródło:

Materiał nadesłany

Dziennik Polski nr 122/26.05.11

Autor:

Wacław Krupiński

Data:

30.05.2011