14.04.2008 Wersja do druku

Zero Cohena w Cohenie

"Z poważaniem L. Cohen" to najsłabsza gala ostatnich kilkunastu lat PPA. Jak można było zepsuć temat, który wydawał się absolutnym samograjem? - zstanawia się Grzegorz Cholewa w Gazecie Wyborczej - Wrocław.

Przegląd twórczości kanadyjskiego barda, poety i filozofa, natchnionej, przeżartej splinem i perspektywą ostatniego drinka, przebojowej, uniwersalnej i zawsze ubranej w szlachetną oprawę dźwiękową, w galowym ujęciu Andrzeja Domalika dłużył się w nieskończoność, choć trwał niespełna półtorej godziny. Teksty Cohena w klasycznych już tłumaczeniach Macieja Zembatego zostały jedynie lepiej lub gorzej odśpiewane, nie ułożyły się w spójną całość podporządkowaną jakiejkolwiek dramaturgii. Zabrakło emocji, charyzmy, męskiego charakteru. Trudno winić zatrudnionych do tego przedsięwzięcia aktorów. Każdy zaśpiewał na miarę swego talentu, w dyskretnym świetle, pięknej scenografii. Oczywiście knajpa, oczywiście bar, przy którym meldują się samotne dusze. Całość rozpoczął Zbigniew Zamachowski, który przy pianinie rewelacyjnie wykonał "Niebieski prochowiec" i w tym momencie spektakl mógłby już się skończyć. Bo dalej mogliśmy po ra

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Zero Cohena w Cohenie

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta Wyborcza - Wrocław nr 88

Autor:

Grzegorz Cholewa

Data:

14.04.2008

Festiwale