06.03.2017 Wersja do druku

Zegarek Zelwera

Wszędzie tam, gdzie są aktorzy przestrzegający ślepo paragrafów dyscypliny aktorskiej, wszędzie tam mogą powstawać zespoły i teatry.
Tam, gdzie cichnie tykanie Zelwerowego zegarka, rozpadają się zespoły, a teatry giną - pisał Erwin Axer w Listach z teatru.

Przed dawnymi laty, w szkole teatralnej, przydarzyła mi się rzecz straszna. Mieliśmy nocną próbę po wykładach i powierzono mi pieczę nad kluczem do wejścia do szkoły. Po próbie miałem te klucze oddać woźnemu na dole, przy windzie. Zapomniałem. Rano zachorowałem na grypę i dopiero po czwartej, kilka minut przed rozpoczęciem lekcji przypomniałem sobie o nieszczęsnych kluczach. Oblał mnie zimny pot. W dwie minuty później w płaszczu narzuconym na pidżamę (luty) pędziłem taksówką w kierunku Trębackiej. W oczach miałem koszmarną wizję: cztery piętra wiodące do szkoły zatłoczone kolegami. Ja w mojej pidżamie pnę się coraz wyżej ścigany setkami oczu po tej drabinie udręczeń, na szczycie której stoi sam Zelwer z zegarkiem w ręku, przeszywający mnie umarłego za życia wzrokiem bez litości. Nic podobno się nie stało. Olbrzymia klatka schodowa gmachu przy Trębackiej dziesięć była pusta. Drzwi wyważono pewnie przed godziną. Zelwer stał rze

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał własny

Listy ze sceny, Czytelnik, Warszawa 1955, s. 186-188.

Autor:

ERwin Axer

Data:

06.03.2017

Tematy w toku