"Wiarołomni" w reż. Artura Ildefonsa Urbańskiego w TR Warszawa. Pisze Jacek Cieślak w Rzeczpospolitej.
Przychodząc na drugi akt "Wiarołomnych", obejrzycie thriller. Dwugodzinny początek jest beznadziejny. - Jaki kiepski teatr! - wykrzykuje Redbad Klijnstra, gdy grany przez niego reżyser David zaczyna romans z Marianne (Maja Ostaszewska). Na te słowa widownia zareagowała gwałtownym, oczyszczającym śmiechem. Aktor wyraził opinię znudzonej publiczności. Kiepska jakość teatru w pierwszym akcie bierze się stąd, że Artur Ildefons Urbański podczas czteromiesięcznych prób musiał ćwiczył tylko recytacje aktorów. Może jeszcze scenę Marianne i Davida, gdy wkładają dłonie w snop światła, sprawdzając, czy nie sparzą się na romansie. Bezbarwny jest wątek Bergmana (Władysław Kowalski), który wywołuje ducha Marianne i namawia aktorkę do wyznań o zdradzie. Kowalski się broni, ale inscenizować bez pomysłu motyw artystki zmagającej się z rolą, po tym co wcześniej pokazał w "Marilyn" Krystian Lupa - to zakrawa na teatralną indolencję. Najba