- Jako dziecko mieszkałam w Pile, gdzie teatru nie było. A w latach 80. teatr dla dzieci był faktycznie teatrem tylko dla dzieci i dorośli mogli się w nim nudzić. W nich w dalszym ciągu tkwi to przekonanie, że teatr dla dzieci to męczarnia, a dziś przecież pisze się i wystawia zupełnie inaczej - mówi dramatopisarka Malina Prześluga przed premierą swojej sztuki "A morze nie" w Teatrze Baj Pomorski w Toruniu.
Malina Prześluga na kilka dni przed premierą w Baju Pomorskim opowiedziała "Nowościom" o swojej najnowszej sztuce Czy w niedzielę w sztuce "A morze nie" po raz kolejny poruszy Pani na deskach Baja Pomorskiego trudny temat? - Rzeczywiście sztukę "A morze nie" możemy zakwalifikować do kategorii tak zwanych trudniejszych tematów, chociaż mających całkiem zabawny entourage. To historia o przemijaniu i odchodzeniu, ale w pozytywnym znaczeniu, ponieważ chodzi tu przede wszystkim o to, by cieszyć się dniem i żyć chwilą. Od dłuższego czasu przyglądam się życiu, jego urokom i temu, by doceniać, że jeszcze przez chwilę tu jesteśmy. Nie jest to jednak tekst o tym, że wszyscy umrzemy. Raczej o tym, że mamy to szczęście, że żyjemy. A także o przyjaźni ponad podziałami. Marchewka i Bałwanek, bohaterowie Pani sztuki, reprezentują dwie różne postawy życiowe... Tak. Ten Marchewka jest przedstawiony w takim męsko-kowbojskim wydaniu. Mocno z