Tyle się namęczyli, napróbowali, napocili w tych kostiumach, tyle na to wydano pieniędzy, tyle wysnuto publicznie teorii przed premierą - jakie to ważne i współczesne zdarzenie teatralne... I co? Klops. "Niebezpieczne związki" są przedstawieniem nudnym i "przekombinowanym", efekciarskim w światłach i przestrzeni, a niestety mało efektownym. W czasie premiery właściwie doszło do "teatralnej katastrofy". Kiedy umiera zacna i urodziwa prezydentowa de Tourvel (Dorota {#os#996}Kolak{/#}) publiczność niespodziewanie wybucha śmiechem. A to za sprawą dziwnej Zakonnicy - Lucyny {#os#3558}Legut{/#}, która pojawia się na scenie "prywatnie" jako słynna Lucha-Skandalistka. Na nic już jej krzyk, bo i tak rozbawionej publiczność nic nie uciszy. "Niebezpieczne związki" na podstawie powieści de Laclosa, XVIII - wiecznego francuskiego pisarza, który znany jest właściwie tylko jako autor tego jednego utworu, na scenę "przystosował" Christopher Hampton.
Tytuł oryginalny
Zamiast namiętności-spekulacja
Źródło:
Materiał nadesłany
Głos Wybrzeża Nr 227