04.03.2016 Wersja do druku

Zakończenie przychodzi nieoczekiwanie, bo widz ciągle oczekuje czegoś więcej

"Coś w rodzaju miłości" Arthura Millera w Teatrze im. Siemaszkowej w Rzeszowie. Pisze Magdalena Mach w Gazecie Wyborczej - Rzeszów.

To porządnie zrobiony spektakl, utrzymany w dusznym i mrocznym klimacie czarnego kryminału, "dogranym" świetnie muzyką. I choć na scenie para bardzo dobrych aktorów, to jednak "Coś w rodzaju miłości" nie będzie jednym z moich ulubionych w Siemaszkowej. Arthur Miller, jeden z najwybitniejszych amerykańskich dramaturgów, po którego śmierci zgasły na jedną noc niegasnące światła teatrów Broadwayu, zdobywca Nagrody Pulitzera, zasłynął również jako trzeci mąż Marilyn Monroe. Czy postać niestabilnej emocjonalnie Angeli z jego jednoaktówki "Coś w rodzaju miłości" była wzorowana na Monroe? Twórcy spektaklu w Teatrze im. Wandy Siemaszkowej puszczają do widowni oko, każąc zaśpiewać głównej bohaterce fragment największego hitu Marilyn "Diamonds are a best girl's friend". Premierowy spektakl na Małej Scenie teatru to na pierwszy rzut oka kryminał. Tom jest detektywem, który nie może poradzić sobie z wyjaśnieniem popełnionego przed pięciu laty

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Zakończenie przychodzi nieoczekiwanie, bo widz ciągle oczekuje czegoś więcej

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta Wyborcza - Rzeszów nr 53 online

Autor:

Magdalena Mach

Data:

04.03.2016

Realizacje repertuarowe