08.12.2012 Wersja do druku

Zagrała nawet konia i króla

MARIA FOŁTYN była zbyt silną osobowością, by traktować ją wyłącznie jako wdowę po Moniuszce. Mało kto wiedział, jaka jest naprawdę

Od początku lubiła ryzykować, dowodem - jej sceniczny debiut, który odbył się 31 stycznia 1949 r. w Operze Śląskiej w Bytomiu. Trzeba było zastąpić chorą odtwórczynię roli Halki, więc Maria Fołtyn wyszła na scenę bez próby i zaśpiewała. Złośliwi nazywali ją "gwiazdą planu sześcioletniego". Istotnie, błyskotliwą karierę zaczęła robić na początku lat 50., zwłaszcza gdy w trakcie występów Opery Poznańskiej w Moskwie jej talent publicznie pochwalił Józef Stalin. Opowiadała, że jechała tam w wagonie klasy trzeciej, wróciła w prominenckiej salonce, a na warszawskim dworcu rozwieszono transparent: "Witamy wielką Marię Fołtyn". Nie była jednak artystką reżimową. W tamtych latach bardziej spodziewała się aresztowania. Jej brat, marynarz, poprosił bowiem o azyl w Amsterdamie, więc UB zaczęło wzywać ją na Rakowiecką na przesłuchania. Po 1956 roku brat namawiał ją do zostania na Zachodzie, nie zdecydowała się przede wszystkim z

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Zagrała nawet konia i króla

Źródło:

Materiał nadesłany

Rzeczpospolita nr 287

Autor:

Jacek Marczyński

Data:

08.12.2012