10.07.2012 Wersja do druku

Za murem

O "Hańbie" na Malcie mówią wszyscy. Spektaklu nie widział jednak chyba Coetzee. Spodziewamy się podobnej radykalności po "Slow Manie" operze skomponowanej do jego libretta przez Nicholasa Lensa, wyreżyserowanej przez Maję Kleczewską. Po spektaklu pisarz wychodzi na scenę. To znak aprobaty. Potem mówi: "Thank you for the wonderful performance". Odmówił oficjalnych przemówień, stoi na balkonie w półcieniu, rozmawia półgłosem, mechanicznie podpisuje książki - pisze Adriana Prodeus w Newsweeka Polska.

Kiedy J.M. Coetzee dostał Nobla, jeden z południowoafrykańskich pisarzy zawołał: "Jesteśmy dumni z naszego kumpla!". Coetzee to jednak dość dziwny kumpel, z którym się nie spotykasz ani nie rozmawiasz. I próbujesz zrozumieć, dlaczego właściwie uważasz go za kogoś bliskiego. Na wieść, że jadę do Poznania na spotkanie z Coetzeem, T. dziwi się: - Nie ma co konfrontować wyobrażeń z żywym człowiekiem. Dobry autor to martwy autor. Publiczne występy są ryzykowne, mogą zafałszować obraz literatury. Weź książkę i czytaj. No to wzięłam ich pół walizki, ale przecież u źródeł twórczości Coetzeego leży chęć ucieczki od pisarskiej samotności. Narratorka "W sercu kraju" wierzy, że "przyjdzie taki dzień, kiedy nie będę się mogła obejść bez drugiego człowieka, kiedy będę musiała słyszeć inny głos, nawet obrzucający mnie obelgami. Monolog mojego ja to słowny labirynt, z którego się nie wydostanę, póki ktoś nie pokaże mi jak"

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Za murem

Źródło:

Materiał nadesłany

Newsweek Polska nr 28/09-15.07.

Autor:

Adriana Prodeus

Data:

10.07.2012

Realizacje repertuarowe
Festiwale