05.05.2015 Wersja do druku

Z przeproszeniem inteligent

Odkąd Mrożek umarł, nikt już w teatrze nie zajmuje się losem inteligenta. Kiedy dramatopisarz Marek Lechki opublikował niedawno w "Dialogu" sztukę o pracowniku prowincjonalnego domu kultury próbującym zorganizować lokalne muzeum, redakcja tak się przejęła, że temat wybiła na okładkę. Ale tak naprawdę kogo obchodzi inteligent? - pyta Tadeusz Nyczek w Dialogu.

Ostatnia (poważna) publiczna dyskusja o polskiej inteligencji odbyła się chyba jeszcze w latach dziewięćdziesiątych. Później niczego takiego nie pamiętam, najwyżej jakieś okruchy, pojedyncze popiskiwania. Postać inteligenta, jedną z opok polskiej tożsamości żywą przez dwa wieki, odesłano do lamusa jako relikt zbędny w czasach wymagających lepszej orientacji w prawach rynku niż w prawach człowieka. Tylko Lapończyk albo Indianin Navajo mógłby pomyśleć, że ostatnimi bastionami inteligenckiego romantyzmu są współczesne pochody uliczne z chorągwiami, pochodniami i hasłami wzywającymi naród do boju o wyzwolenie spod jarzma aktualnej władzy oraz Unii Europejskiej. Istnieje podejrzenie, że mimo wszystko inteligentów w przyrodzie jest całkiem sporo, tyle że nawet w masie wyglądają na przezroczystych. Pałętają się jeszcze tu i ówdzie po niszowych pismach literackich i artystycznych, domach kultury, poniektórych teatrach i filologiach uniwersyteck

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Z przeproszeniem inteligent

Źródło:

Materiał nadesłany

Dialog nr 4

Autor:

Tadeusz Nyczek

Data:

05.05.2015