17.09.2007 Wersja do druku

Wzwód prawej ręki

- Nie ma żadnych nawrotów historii. Naszą nową prawicą wcale nie są neonaziści w Szwerinie czy landtagu saskim, lecz władcy banków i koncernów, zwalniający tysiące ludzi i zgarniający milionowe dywidendy. Płacić za to będą następne pokolenia - mówi niemiecki dramaturg Rolf Hochhuth w rozmowie z Adamem Krzemińskim z Polityki.

Adam Krzemiński: - Wprawdzie na 75-lecie zafundował pan sobie sztukę o Mozarcie, ale wiosną, gdy Niemcy kłócili się o komedię Leviego "Mein Führer", wystawiono pańską tragikomedię "Heil Hitler". Hitler dobrze się sprzedaje? Rolf Hochhuth [na zdjęciu]: - Może, ale ja nie pokazuję Hitlera na scenie. Pokazuję chłopaka, który chce przetrwać hitleryzm, udając wariata. Wciąż woła "Heil Hitler" i zgłasza się do SS. Tymczasem jego matka właśnie otrzymała z Buchenwaldu urnę z prochami męża. Zadenuncjował go sąsiad za to, że odmawiał "niemieckiego pozdrowienia". A teraz jego syn wciąż ma wzwód prawej ręki. Pomysł tej tragikomedii zrodził się w 1971 r., gdy ówczesny prezydent Niemiec Gustav Heinemann, odwiedzając dom wariatów, został przywitany przez pacjenta, który wyglądał jak Hitler i uważał się za sobowtóra führera. - Co pana w tym epizodzie pociągało? - Komizm sytuacji. Mój dziadek otrzymał w 1934 r. reprymendę z NSDAP, że nie podn

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Wzwód prawej ręki

Źródło:

Materiał nadesłany

Polityka nr 38/22.09

Autor:

Adam Krzemiński

Data:

17.09.2007