14.05.2013 Wersja do druku

Wytańczyć sny

Temat tancerki baletowej, uparcie dążącej do celu mimo przeszkód, został już wielokrotnie przepracowany m.in. przez Krzysztofa Kieślowskiego w "Siedmiu kobietach w różnym wieku", a całkiem niedawno przez Darrena Aranofsky'ego w "Czarnym łabędziu". Film Anety Popiel-Machnickiej "Czasem śnię, że latam" jest jakby fuzją tych dwóch obrazów - dla e-teatru pisze Klaudyna Desperat.

Do dokumentu Krzysztofa Kieślowskiego przybliża go właśnie gatunek - oparty jest na autentycznych wydarzeniach. Film przedstawia historię tancerki Weroniki Frodymy. Jednak o ile dzieło Kieślowskiego jest całkowicie niefabularne, oparte na podglądaniu codziennego życia siedmiu tancerek - głównie na zamkniętych treningach, o tyle film Popiel-Machnickiej opowiada zwartą, naznaczoną wydarzeniami historię jednej dziewczyny. I to właśnie zbliża go do oscarowego "Czarnego łabędzia". Podobieństw jest wiele - treningi pełne potu i łez, determinacja w osiągnięciu celu, szczególne podkreślenie problemów zdrowotnych. Już w ciągu pierwszych pięciu minut opowieści o polskiej baletnicy możemy się przyjrzeć kilku wizytom u różnych specjalistów: u lekarza, fizjoterapeuty, kręgarza. Jeden z nich powtarza: "Pamiętaj, Twoje ciało jest wszystkim". Weronika, podobnie jak Nina, doskonale wie, że musi sprawić, by jej ciało stało się precyzyjnym narzędziem. Że b

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał nadesłany

Nowa Siła Krytyczna

Autor:

Klaudyna Desperat

Data:

14.05.2013

Tematy w toku