"Romeo i Julia" w reż. Marcina Hycnara w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Pisze Julia Lizurek w Teatraliach
Tragedia Stradforczyka to w interpretacji reżysera Marcina Hycnara nie dramat o miłości, która próbuje zwyciężyć nienawiść zwaśnionych rodów, a nieco groteskowe studium intensywnych stanów zakochania, którego efekty dotykają nie tylko parę tytułowych kochanków, ale także całą Weronę. Odważyłabym się stwierdzić, że Hycnar zmaga się z mitem wielkiej miłości i nienawiści, który przylgnął do dramatu Szekspira. Przewrotność swojej lektury zdradza już w drugiej scenie: Młodzieńcy z amerykańskiej West Side Story wpadają na wystylizowany poprzez stroje, fryzury i baletowe ruchy, XVI-wieczny bal u Capulettich, rodem z filmu Franco Zefirelliego. Obrazy zmieniają się jak w kalejdoskopie, początkowe sceny walk rodów migają jak w teledysku. Sekwencja balu powraca już według chronologii dramatu. Ta podwójna ekspozycja sprawia, że widz patrzy na nią jak na punkt przełomu w historii losów mieszkańców Werony. Reżyser sugeruje jednak już od sameg