24.07.1967 Wersja do druku

Wszystko śmiechu warte...

I oto zobaczyliśmy komedie, której źródłem jest inteligentna, choć bezlitosna satyra. Ostrze jej wycelowane jest w dwu kierunkach. Jest to bowiem z jednej strony wykpiwanie pseudopatriotyzmu, tromtadracji, gubienia teraźniejszo­ści we wspomnieniach tego, co mi­nęło, a z drugiej - ośmieszanie snobizmu, nakazującego zachwycać się choćby każdą młodzieżowa bzdu­rą, będącą rzekomo ultranowoczesnościa. W imię tych założeń powstały dwie znakomite sceny sztuki: zaba­wa we wspomnienia oraz odśpiewanie przez Dziewczynę w rytmie jazzowym tekstu z encyklopedii Brockhausa o filozofie Heglu, w "aranżacji" długowłosego jej towa­rzysza. Jest tak trafnych satyrycznie scen jeszcze więcej i w pierwszej części sztuki, która rozgrywa się we Włoszech, dokąd zabłąkali się polscy partyzanci. Być może znajdą się widzowie skłonni do pojmowaniu komedii Różewicza jako "szarganie święto­ści". Ale będzie to pogląd jak naj­bardziej niesłuszny. Nie ma bo

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał nadesłany

Express Wieczorny nr 175

Autor:

Karolina Beylin

Data:

24.07.1967

Realizacje repertuarowe