10.12.2007 Wersja do druku

Wszystkie odsłony nagości

Nagość w teatrze bywa banalna, piękna albo chamska. I trochę się zdewaluowała - pisze Jacek Sieradzki w Przekroju.

Co starsi wspominają jeszcze epokę, gdy gremialne rozbieranie się aktorów (pamiętna parada golasów w "Paradise Now!", słynnym spektaklu The Living Theatre z końca lat 60.) traktowano jako eksces zgniłej sztuki Zachodu. W purytańskiej Gierkolandii sensację wzbudzał finał "Operetki" z kompletnie nagą Albertynką wychodzącą z trumny. Różnie sobie z tym finałem radzono. Opakowywano "cud-dziewczynkę" w bieliznę (prapremiera w Łodzi w 1975) albo pokazywano tylko jej pierś w świetle punktowca (Słupsk). Musiało minąć parę sezonów, żeby przyzwyczaić zszokowaną publiczność do oglądania nie tylko w knajpie damskich wdzięków w całej okazałości. Po Warszawie krążyły wtedy legendy o zasapanych z przejęcia pułkach wojska na widowni Dramatycznego dziarsko znoszących dwugodzinne Gombrowiczowskie wywody w oczekiwaniu na finał, w którym swą myszkę wystawiała na pokaz Joanna Pacuła, później pomniejsza gwiazda Hollywood. Nagość banalna Dziś mał

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Rozbieranki sceniczne (i obsceniczne)

Źródło:

Materiał nadesłany

Przekrój nr 50/13.12.07

Autor:

Jacek Sieradzki

Data:

10.12.2007