Była wspaniałym człowiekiem i wielką artystką. Otoczona najwyższym szacunkiem i ogromną sympatią. Pełna dobroci i wyrozumiałości, o wielkiej wiedzy i szerokich horyzontach - ZOFIĘ MAŁYNICZ wspomina Witold Sadowy.
Interesowało ją wszystko. Przebywanie w jej towarzystwie nobilitowało każdego, kto się z nią zetknąłMiałem szczęście przez kilka lat nagrywać z nią cykliczną audycję radiową dla młodzieży "Spotkanie z historią". Była nas trójka - Eugenia Herman, Tadzio Woźniak i ja. No i oczywiście Pani Zofia jako Historia. Atmosfera w studiu była niemalże rodzinna. Pracowaliśmy z wielką radością i zapałem. Z utęsknieniem czekaliśmy na cotygodniowe spotkanie. Zżyliśmy się bardzo. Kochała młodzież i była jej wierną orędowniczką. Uwielbiano jej wykłady, jej spokój, wielką kulturę i umiłowanie zawodu. Do dziś słyszę jaj głos rozedrgany głęboką prawdą przeżycia, nieskazitelną dykcję i dbałość o piękno polskiego słowa. Przez wiele ostatnich lat chorowała. Cierpiała bardzo, ale ból znosiła po bohatersku. Zawód, który uprawiała, kochała nad życie. Chora - tęskniła za teatrem. Kiedy tylko czuła się lepiej, pojawiała się natychmiast