Logo
23.05.1998 Wersja do druku

Wrocławskiej sztuczki pamięci

Kiedy Wrocławska w lokalnej telewizji usłyszała, że na scenę wraca "Sztukmistrz z Lublina", wszystko się jej w głowie poprzestawiało, pokręciło i poprzypominało.

Podobno ze wspomnieniami jest tak, że część z nich jest nie nasza. Tego w ubiegłym roku dowiedli badacze ludzkich dusz rodem z USA, którzy stwierdzili mniej więcej tak: pamięć ludzka wsysa i przyswaja rzeczy widziane i przeżyte przez się na równi z opowiedzianymi, zasłyszanymi i podglądniętymi w telewizorze. W duszy ludzkiej zalęgają się później na wspólnej półce te prawdziwe i te opowiedziane, wpływając wespół-zespół na nasze emocje i zachowanie. Wrocławska w tę teorię niespecjalnie wierzyła. Coś tam wydawało jej się prawdopodobne, ale jako osoba ludzka twardo stąpająca po ziemi zwykła mawiać - opowiedziane nie tuczy, zjedzone i owszem. Taka jest Wrocławska i dlatego wielce była zaskoczona swoją reakcją na wspomnienie o "Sztukmistrzu z Lublina". Dwanaście lat od premiery to kawał czasu. Ale przecież nie tyle, żeby nie pamiętać zbiorowej histerii wrocławianek na punkcie przybysza z miasta Lublin, oddalonego w prostej linii kolejowej

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Wrocławskiej sztuczki pamięci

Źródło:

Materiał nadesłany

"Gazeta Dolnośląska" nr 120

Data:

23.05.1998

Realizacje repertuarowe