Sztuka "Boeing, boeing" Marca Camolettiego została wpisana do księgi Guinnessa za rekordową liczbę wystawień -17 i pół tysiąca w 55 krajach świata. Wrocławianie będą mogli ją obejrzeć po raz kolejny od wtorku w Teatrze Komedia. Jest tak lekka, że świetnie nadaje się na upał.
Maks (Wojciech Dąbrowski) koncentruje się na życiowym zadaniu: koordynacji wizyt narzeczonych, z których każda uważa, że jest jedyną. Pomaga mu gospodyni Nadia (Dorota Wierzbicka-Matarrelli). Koordynacja godna jest precyzji szwajcarskich zegarmistrzów, ale tylko do momentu, kiedy zawodzą plany lotów i panie pojawiają się w tym samym czasie w mieszkaniu Maksa. Niemka, Amerykanka i Polka są stewardesami. Komizm sytuacyjny opiera się na narodowych stereotypach, kreślonych grubą kreską. Niemka zachowuje się niczym żołnierz, Amerykanka jest słodka. Do tego dochodzi stereotyp polskiego inteligenta - kompletnego niezguły, życiowego nieudacznika, prezentowany przez przyjaciela Maksa, Pawła (Krzysztof Grębski) oraz wyraźnie wschodni akcent Nadii, najwyraźniej przybyłej zza Buga. Fabuła nie wymaga od widza ani skupienia, ani refleksji. I nie mam nic przeciwko chwili wytchnienia, ale realizatorzy spektaklu przesadzili z klarownością tłumaczenia tego, co dzieje si