Najsłynniejszy polski musical dwa razy u nas. W obsadzie m.in. Józefowicz i Urbańska.
- Muszę pani powiedzieć, że macie wielkie szczęście: we Wrocławiu Janusz osobiście pojawi się na scenie! Jak on jest, to przedstawienie zupełnie się zmienia, nabiera nowej jakości. Zresztą zobaczy pani sama! - usłyszałam w piątek w warszawskim Teatrze Buffo. O co tyle hałasu? Ano o okrzyknięte pierwszym dzieckiem polskiej popkultury "Metro" [na zdjęciu], najsłynniejszy i najbardziej dochodowy produkt stołecznej sceny, który wrocławianie zobaczą w środę dwa razy. Pierwszemu polskiemu musicalowi zrobionemu za prywatne pieniądze od zawsze towarzyszyło ogromne zainteresowanie. Ale po premierze 30 stycznia 1991 roku panowie krytycy kręcili nosem, wytykając przede wszystkim papierowe libretto sióstr Miklaszewskich. No bo co tu dużo mówić - historia z "Metra" jest prościutka, a momentami ociera się o banał. Oto grupa młodych, pełnych marzeń ludzi wkracza w brutalny i pozbawiony skrupułów świat show-biznesu. Muszą się zmierzyć z zawiedziony