Spektakl „Dracula” w reżyserii Weroniki Zajkowskiej od 19 lutego 2026 roku zabierze wrocławską publiczność w podróż pełną grozy oraz doświadczeń sensorycznych! Nowa premiera w Teatrze Polskim (Scena na Świebodzkim) ma być zaskakującym, innym niż znamy z wcześniejszych adaptacji, doświadczeniem. Opowiedzieli nam o tym (podczas próby prasowej) aktorzy grający główne role.
Krzysztof Franieczek o problemie nieśmiertelności i bliskości widza
– Nie oglądam horrorów, ale to co pokazujemy w „Draculi” to są całkowicie moje klimaty. Mówimy tu o samotności człowieka, w tym wypadku akurat nie-człowieka. Mówimy też o mękach bohatera z powodu jego nieśmiertelności. Ona mu bardzo ciąży. Wydaje mi się, że nieśmiertelność jest tak samo przerażająca jak niebyt. Ja bym to równoważył, to ten sam ból – mówi Krzysztof Franieczek, który gra Draculę.
– Reżyserka oraz my, zespół aktorski, bardzo chcieliśmy, aby to przedstawienie nie było zwykłym, tanim horrorem, który nieraz tylko niesie za sobą jakieś głębsze treści, tylko poruszało głębsze i poważniejsze problemy, o których wcześniej powiedziałem – tłumaczy aktor.
– Bliskość widza w tym spektaklu to jest coś świetnego! Czujemy ruchy, oddech, reakcje widzów na nas, gdy prześlizgujemy się między osobami na widowni. Nie ma tu dystansu, bariery, widz podąża razem z nami w tej opowieści – cieszy się Krzysztof Franieczek.
Maciej Gisman o poszukiwaniu głębi postaci i doznaniach sensorycznych
– W spektaklu gram Jonathana Harkera. To młody prawnik, który jedzie do zamku hrabiego Draculi załatwić sprawy biznesowe. To dla niego duża szansa na rozwój kariery. Pozostawia w Londynie ukochaną Minę i wyrusza, a to co go na miejscu spotyka, nakazuje mu patrzeć na świat w inny sposób – mówi Maciej Gisman.
– W przypadku tej postaci trudno uniknąć porównań do innych jej kreacji w popkulturze i nie ma w tym nic złego, natomiast ja przy tej roli zawsze miałem poczucie, że to jest dość prosta, banalna postać. Wszystko się dzieje wokół niego, a on jest obserwatorem, mało ma do pokazania, najwyżej reakcję na wampiry. Ja będę tutaj chciał pokazać więcej jego wnętrza, że to jest emocjonalny, ambitny chłopak, który wierzy w miłość. Chcę podkręcić tę postać – analizuje Gisman.
– Myślę, że widzowie będą bardzo często zaskakiwani podczas tego spektaklu. To jest przedstawienie z dużą dostępnością, w tym dla osób niewidomych. Bardzo tutaj działamy na różnych zmysłach – na słuchu, na węchu. Będzie mniej obrazu, więcej dźwięku, to coś innego niż można znać z filmów czy innych adaptacji. Wszystkie dźwięki będą robione na żywo. Do tego gramy ten spektakl poruszając wokół i między publicznością. Bardzo mnie to cieszy, jak wykorzystujemy przestrzeń tej sceny na Świebodzkim – dodaje aktor.
– Nie wiem czy można powiedzieć, że to jest pełnoprawny horror, ale bez wątpienia ten klimat i ta atmosfera jakie kreujemy będą niepokojące. Z drugiej strony, to jest odpowiednia propozycja dla osób, które nie oglądają horrorów. Tutaj klimat grozy i zaskoczenie są ważniejsze, a nie typowe straszenie i wyskakiwanie na kogoś – zapewnia Gisman.