06.05.2009 Wersja do druku

Wrastanie w Kraków

Opowieści Jerzego Stuhra mają niezbywalny walor: są opowieściami o rodzinie. Przywoływane fakty mają walor dokumentacyjny - stanowią przecież cząstkę historii: nie politycznych "brewerii", lecz kultury. Przedstawiane wydarzenia historyczne są rzetelnym tłem całej narracji, ale samo ujęcie odbiega od formuł podręcznikowych - jest to historia prywatna, przefiltrowana przez przeżycia najbliższych - zwykłych ludzi: restauratorów, wytwórców mebli, "kamieniczników", prokuratorów, adwokatów, oficerów - pisze Stanisław Burkot w Krakowie.

Tę książkę dobrze się czyta nie tylko ze względu na popularność jej autora, znakomitego aktora, reżysera, profesora i rektora PWST w Krakowie. Nie chodzi nawet o to, że jest dobrze napisana, że w naszym codziennym rozgardiaszu, medialnym rabanie politycznych sporów, które niszczą i wyjaławiają świadomość zbiorową, pojawia się inna perspektywa - prywatna, domowa, rodzinna. W wersji ironicznej, z parodii spotów reklamowych, brzmi to znajomo: "Kaczki hoduj synu, kaczki..." Opowieść o rodzinie, o jej dziejach, których jeden ze śladów i ciągów zaczyna się 9 czerwca 1879 roku w kościele w Schrattenbergu, małym miasteczku w Dolnej Austrii, gdzie ślub biorą Anna Thill i Leopold Stuhr, i wkrótce po ślubie postanawiają wyjechać do Krakowa. Wybierają nieco większe miasteczko w monarchii austro-węgierskiej, liczące wówczas około 50 000 mieszkańców, a nie "przeludniony", bo liczący ponad 670 000 Wiedeń, zresztą z powodów banalnych - "bo taniej". P

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Wrastanie w Kraków

Źródło:

Materiał nadesłany

Kraków nr 4/04.2009

Autor:

Stanisław Burkot

Data:

06.05.2009