03.01.2005 Wersja do druku

Wracam do domu

- Amerykańscy aktorzy mają ogromną gotowość od pierwszego czytania. U nas, w Polsce, aktora na początku się wyhamowuje, panuje skłonność do wolnego tempa wchodzenia w rolę, długiego dojrzewania do roli i do tematu - mówi BARBARA KRAFFTÓWNA.

Krzysztof Lubczyński: - Pani rola Felicji w filmie Wojciecha J. Hasa "Jak być kochaną" uważana jest przez wielu znawców filmu za najlepszą kreację kobiecą w całej historii polskiego kina. Jak udało się ją stworzyć tak znakomitą? Barbara Krafftówna: - Przede wszystkim był znakomity materiał literacki, czyli opowiadanie Kazimierza Brandysa, do tego wspaniały reżyser Wojciech Has z równie wspaniałą, precyzyjną wizją i znakomitym warsztatem, doskonały operator i inżynier dźwięku, a także świetni aktorzy, którzy się wzajemnie inspirowali. Miałam wspaniałego partnera w osobie Zbyszka Cybulskiego i nie gorszych innych kolegów. A przecież były to czasy, kiedy np. kamera warczała tak, że owijano ją w koce, kołdry, gąbki, gdy nie było tak wspaniałych środków technicznych jak dziś. Robiło się wtedy bardzo trudne postsynchrony i nie było, jak dziś, samooświetlających kamer pracujących w ciemności. Mnie jednak interesuje możliwość twor

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Wracam do domu

Źródło:

Materiał nadesłany

Trybuna nr 306 - Miks nr 8/31.12.2004-02.01.2005

Autor:

Krzysztof Lubczyński

Data:

03.01.2005