"Odyseja" Garbaczewskiego: esej teatralny bez Homera
TYTUŁ JEST MYLĄCY. Bo ani to "Odyseja" ani przedstawienie "według Homera". I to jedyna rzecz, o jaką można mieć pretensje do szalonego projektu Garbaczewskiego. Spektakl o eseistycznej formule powinien mieć tytuł precyzyjnie nazywający intelektualną grę, do której zaprasza się widza. Na przykład: "Odyseja: Fragmenty. Powtórzenia. Asocjacje". Albo "Ojciec, czyli Nikt: od Odyseusza do Ulissesa". Na ogromnej opolskiej scenie porozstawiano stelaże do mikrofonów, porozwieszano ekrany i lustra. Zamiast domu jest dziura w podłodze ze świeżą ziemią, przykryta dywanem. Z tego krateru Telemach (Paweł Smagała) wyjmie swój najcenniejszy skarb - wydanie książkowe "Odysei". Garbaczewski nie próbuje wytłumaczyć, co znaczy dziś homerycka opowieść. Nie interesuje go "Odyseja" ani jako podróż, ani jako rekonstrukcja antycznego świata. Pojawiający się dopiero w drugiej części spektaklu bohater (charyzmatyczny Mirosław Bednarek) jest tylko echem samego siebie. Moż