"Wolny strzelec" w reż. Marka Weiss-Grzesińskigo w Warszawskiej Operze Kameralnej. Pisze Lech Koziński w Ruchu Muzycznym.
Po kilku dyskusyjnych próbach usadowienia na scenie Warszawskiej Opery Kameralnej dzieł wymagających większej przestrzeni Stefan Sutkowski sięgnął po Wolnego strzelca Karola Marii Webera i tym razem wygrał. Premiera 12 grudnia okazała się sukcesem. Za to, że niepełnym, odpowiada orkiestra: słyszalne (zwłaszcza w uwerturze) niedoróbki są niewesołym świadectwem obecnej formy instrumentalistów. Na tak zwanej pierwszej premierze grała Warszawska Sinfonietta i jej dotyczy powyższa uwaga. Kiedy kierownikiem muzycznym spektaklu jest Tadeusz Strugała, można się spodziewać interesującej, przemyślanej koncepcji utworu. Jestem przekonany, że dziarska "strażackość" brzmienia, jaką przez kilka chwil prezentował zespół, nie miała z nią nic wspólnego, stanowiąc wypadkową warunków akustycznych sali i jakości pracy sekcji dętej. Na szczęście gdy podniosła się kurtyna, orkiestra przestała być jedynym punktem odniesienia. Widz przyzwyczajany przez wiele