28.10.2019 Wersja do druku

Wokół teatru, śmierci i uczuć

Mogłoby się wydawać, że Stary Teatr traci na znaczeniu, gdy mistrzowie stawania na przekór stają się klasykami. Krzysztof Garbaczewski, Monika Strzępka i Jan Klata nie prowokują już tak, jak kiedyś, zaś widz nostalgicznie wzdycha za nihilistycznym dreszczem wywoływanym przez poetykę ich teatrów. Gdy zdaje się, że znajdujemy się w sytuacji absolutnie beznadziejnej, a granice awangardy zostają osiągnięte, pojawia się Marcin Wierzchowski i jego "Nadchodzi chłopiec" - pisze Michał Osadnik z Nowej Siły Krytycznej.

Pierwsze doświadczenie nietuzinkowości tego przedstawienia odczuwamy jeszcze przed jego rozpoczęciem. Skąpa liczba biletów (zaledwie osiemdziesiąt), nienumerowane miejsca, przerażający czas trwania (pięć godzin z jednym antraktem), zaledwie cztery spektakle w repertuarze jesiennym (nie licząc czerwcowej przedpremiery), niewielka promocja budują atmosferę tajemnicy, oczekiwanie unikalności przeżycia. Teatr angażujący Widz przyzwyczaił się już do teatru krytycznego, powodującego kaca moralnego i niedającego spać. Stary Teatr mógłby z powodzeniem zbierać laury w konkursach na dekonstruowaniu psychiki osób go odwiedzających i ich komfortowych wizji świata. Po "Głodzie" Anety Groszyńskiej i po pytaniu "jak, do diabła, możemy żyć?!", zadanym przy obserwacji nierówności społecznych, zdawać by się mogło, że nie padnie już bardziej przejmująca kwestia, jednak Wierzchowski nie zawodzi. Co prawda, nie zadaje wprost żadnego pytania i nie wygłasza

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał własny

Materiał własny

Autor:

Michał Osadnik

Data:

28.10.2019

Tematy w toku

Realizacje repertuarowe