19.09.2017 Wersja do druku

Wojciech Plewiński o fotografii: Wszystko trzeba wymyślić

O tym, dlaczego w fotografii największe znaczenie ma zdolność do improwizacji, o teatrach, kociakach i pierwszych zdjęciach z Wojciechem Plewińskim rozmawia Martyna Nowicka. Wystawę "Wojciech Plewiński. Żarliwa ciekawość" można oglądać w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha w Krakowie.

Wojciech Plewiński: Na potrzeby wywiadów dobrze byłoby mieć kilka życiorysów, a ja mam tylko jeden i nieszczególnie lubię opowiadać o sobie Suche fakty mogę podać, ale za każdym razem inaczej je przyozdabiać, to jest pewien kłopot. Wszyscy chcą ze mną rozmawiać o zdjęciach, a to fotografia mówi, a nie ja. Gdybyśmy rozmawiali tak na przykład o nurkowaniu, to bym się mógł wykazać przygodami Martyna Nowicka: Ale dlaczego w ogóle sięgnął Pan po aparat fotograficzny? - Z fotografią długo nie miałem nic wspólnego. Zdjęcia robił co prawda mój ojciec, ale się do tego szczególnie nie przykładał, aparaty też miał kiepskie. Trochę bardziej mu zależało, jak był młody, na szczęście po wojnie zachowały się i te albumy - dlatego fotografia istniała w mojej świadomości. Myśleć o fotografowaniu zacząłem pod koniec lat czterdziestych, kiedy z przyjaciółmi jeździliśmy na spływy kajakowe, szalenie wtedy modne. Kolega, z który pływałem,

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Wojciech Plewiński o fotografii: Wszystko trzeba wymyślić

Źródło:

Materiał nadesłany

www.cojestgrane24.wyborcza.pl

Autor:

Martyna Nowicka

Data:

19.09.2017