Logo
Recenzje

Wodecki w kasynie, albo Teatr Polski w OVO

7.07.2026, 09:35 Wersja do druku

Wodecki. Dobry wieczór Państwu w Teatrze Polskim we Wrocławiu. Pisze Ewa Mecner na blogu Artystyczne spojrzenie.

fot. mat. teatru

Muszę przyznać, że w kasynie zdarzyło mi się być tylko raz, za to chyba w tym najsławniejszym w Monte Carlo. Bynajmniej nie w celach hazardowych, lecz typowo turystycznych - wejście do środka na parterze z automatami było dostępne gratis, a budynek robił wrażenie nie tylko z zewnątrz (zbudował go Charles Garnier, architekt paryskiej Opery), ale i podczas zwiedzania przestronnego holu.

Po raz drugi miałam okazję być wewnątrz kasyna, a właściwie ex-kasyna, w sobotę 4 lipca. Sala, w której kiedyś mieściło się wrocławskie kasyno w budynku OVO zachowała swój specyficzny kształt, ale sam lokal ma już inne przeznaczenie. I z przepychem wnętrza w Monte Carlo nie ma nic wspólnego.

Z uwagi na remont sceny kameralnej przeniósł się do OVO tymczasowo Teatr Polski, a na inaugurację wybrano miejsce, które ma szczególny  "minionoepokowy" charakter, do którego dobrze pasuje  kameralny spektakl, a właściwie koncert piosenek Zbigniewa Wodeckiego "Wodecki. Dobry wieczór Państwu" przeplatany króciutkimi humorystycznymi scenkami i monologami opowiadającymi o hotelowych zdarzeniach, złamanych sercach i zranionych miłościach, a także tym wszystkim, co stanowiło treść wykonywanych utworów Zbigniewa Wodeckiego. Taka kronika wypadków miłosnych, aby posłużyć się tytułem książki Tadeusza Konwickiego.

W lipcowy sobotni wieczór w ex-kasynie było romantycznie i nostalgicznie. Czwórka artystów Teatru Polskiego (Klementyna Umer i Błażej Michalski, Jakub Biel i Marika Klarman-Gisman) wykonała najbardziej znane szlagiery Wodeckiego. Wysłuchaliśmy m.in.: "Lubię wracać tam gdzie byłem", "Z tobą chcę oglądać świat", a także nieśmiertelne "Chałupy Welcome to", zaś na koniec słynną "Pszczółkę Maję" (wszyscy śpiewający pojawili się na scenie w wielkich okularach). 

Spektakl  trwał 100 minut, z piętnastominutową przerwą i miał formę raczej kameralną.  Na kilka minut przed rozpoczęciem na fortepianie grał Tomasz Kaczmarek, potem, w trakcie koncertu, dołączył do niego grający na wiolonczeli Adam Garnecki. Widownia pogrążona była w półmroku. Tylko scena była dość mocno oświetlona, wydobywając błyszczącą fakturę materiału sukienek obu pań, które nie tylko śpiewały, monologowały i przekomarzały się z partnerami, ale też grały w karty i kości.

Spektakl z piosenkami Wodeckiego wciągnął do zabawy część publiczności (m.in. do szukania  nagrody-niespodzianki pod krzesłami), a widzowie z pierwszego rzędu, żartobliwie i spontanicznie, zainicjowali "falę" z  dawnych festiwali (Opole, Sopot), a także podśpiewywali z aktorami znane na pamięć dawne przeboje. Wodecki znany był z tego, że nieustannie podróżował po Polsce (i nie tylko) i jak pisano w ówczesnej prasie chętnie "chałturzył" i  śpiewał w małych i maleńkich miejscowościach, dzięki czemu zarabiał dobre jak na owe czasy pieniądze. I, jak można było przeczytać w książkowej wersji reportażu "Tak mi wyszło" Kamila Bałuka i Wacława Krupińskiego, zawsze ulegał, gdy ktoś z widzów poprosił o "Maję".

Podczas wrocławskiego spektaklu obie aktorskie pary kilka razy celowo zaczynały w finale  śpiewać refren "Pszczółki" i, jakby mrugając okiem do publiczności, pokazywały, że choćby nie wiem jak wzruszająco Wodecki śpiewał teksty Jonasza Kofty, Leszka Długosza czy Ryszarda Poznakowskiego, to w końcu i tak nie dane mu  będzie zejść ze sceny, bez wykonania słynnego dobranockowego hitu. 

"Wodecki. Dobry wieczór Państwu" przygotowany przez Teatr Polski we Wrocławiu to zupełnie odmienny sposób pokazania twórczości Zbigniewa Wodeckiego niż w wielkim show z akrobacjami, "Zbudujmy świat - utwory Zbigniewa Wodeckiego w nowym świetle" w reżyserii Kamila Przybosia, pokazywanym w ubiegłym roku we wrocławskim Imparcie, z capitolową obsadą (Artur Caturian, Magdalena Zawartko). 

W muzycznym spektaklu w wykonaniu aktorów Teatru Polskiego jest trochę takich  aluzji do dawnych występów Wodeckiego, który śpiewał nie tylko własne aranżacje, ale też wykorzystywał utwory innych kompozytorów. Wielokrotnie prosił o teksty zaprzyjaźnionych artystów piwnicznych. Podczas sobotniego spektaklu interesująco i zupełnie odmiennie od oryginalnego wykonania zabrzmiał  "Motorek" Grechuty.

W dawnym kasynie można było także posłuchać bossanovy. Wprowadzone na polską scenę muzyczną  przez zafascynowanego nimi Wodeckiego, brazylijskie gorące rytmy, wcale się nie zestarzały. Przyjemny wakacyjny klimat, jaki się wytworzył (duża w tym zasługa muzyków) w sali wrocławskiego OVO sprawił, że po prostu miło i relaksująco można było spędzić te niecałe dwie godziny, które minęły szybko i w bezpretensjonalnej, lekkiej atmosferze. 

Tytuł oryginalny

Wodecki w kasynie, albo Teatr Polski w OVO

Źródło:

artspojrzenie.blogspot.com
Link do źródła

Autor:

Ewa Mecner

Data publikacji oryginału:

05.07.2026

Sprawdź także