09.04.2015 Wersja do druku

Włoski bohater w krakowskim teatrze

Autor "Storia di un burattino" ("Historia marionetki") ukazujących się w odcinkach na łamach "Il Giornale per i Bambini" Carlo Lorenzini (publikował pod nazwiskiem Collodi), ponoć stary kawaler o niezbyt przyjemnym usposobieniu, w życiu prywatnym zmagał się z poważną depresją i alkoholizmem. Nie to jednak było przyczyną poruszenia czytelników, a krzywda, którą w przypływie melancholii autor wyrządził głównemu bohaterowi znanemu lepiej jako Pinokio - pisze Gabriela Cagiel w Gazecie Wyborczej - Kraków.

Pierwszy Pinokio nie był zwyczajnie uroczym kłamczuchem, jak go dzisiaj przedstawiamy, ale faktycznym rozrabiaką, który na długiej liście swoich grzeszków miał między innymi uśmiercenie Gadającego Świerszcza wyjątkowo celnym rzutem młotkiem. Dlaczego to zrobiłeś? A jako że opowieść była właściwie moralitetem, to za czyny musiał zapłacić. W pomyślanej jako finałowa scenie Kot i Lis wieszają wyrzeźbionego w drewnie chłopca na drzewie, wypowiadając mniej więcej takie oto słowa: "Dyndaj, dyndaj, będziesz trupem z rozdziawioną gębą. Koniec". Na taki przejaw brutalności dzieci nie mogły się zgodzić. "Dlaczego to zrobiłeś? Uratuj Pinokia!" - pisały w pełnych emocji listach, które pozwoliły się podźwignąć Collodiemu. Reakcja dzieci i redaktora, którzy domagali się kontynuowania opowieści, być może przyćmiły pierwotny przekaz o tym, że nawet dzieci muszą liczyć się z konsekwencjami swoich działań, ale za to w zadziwia

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Pinokio pragnie swobody.

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta Wyborcza - Kraków online

Autor:

Gabriela Cagiel

Data:

09.04.2015

Realizacje repertuarowe