05.10.2017 Wersja do druku

Wisielczy humor. Nie zostawiać po sobie wrażenia, że coś po nas pozostaje

Mam duży problem z założeniami krakowskiego festiwalu Genius Loci, bo w pewien sposób nakazuje on zajmować się historią w perspektywie wspólnoty geopolitycznej (co to za wspólnota?), niejasno zdefiniowanej przeszłości (czyjej?), która wywołana do odpowiedzi zostawia tylko echo. Co znaczą chętnie wyciągane słowa jak polskość czy krakowskość? - pisze Kinga Kurysia z Nowej Siły Krytycznej.

Jednocześnie pomysł na zaanektowanie przeróżnych przestrzeni do działań w mieście tak silnie zamkniętym na projekty performatywne i eksperymentatorski ferment jest wspaniały, powinien być kontynuowany z bardziej radykalnym scenariuszem, większą świadomością potencjału i używanych narzędzi. Pamiętam, że Na placu Szczepańskim (moim ulubionym w Krakowie) przez tydzień stała instalacja z białymi ścianami, odzwierciedlająca krakowskie mieszkanie Jakuba Skrzywanka, czekająca na zapiski przechodniów. Reżyser wraz z Kamilem Tuszyńskim, Mateuszem Atmanem i Marcinem Chlandą postawili nie na miejsce, ale na ludzi. Wypowiedzi odwiedzających instalację złożyły się w wielogłos, który oddaje w niezwykle ciekawy sposób ich znudzenie, kryjącą się pod nim euforię oraz dziwnie małomiasteczkowy, depresyjny charakter miejsca, i podkleja go pod obrazek wideo, który rejestrował rozbiórkę pomazanych ścian. Nagrane słowa skompilowały się z tekstami spisany

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Wisielczy humor. Nie zostawiać po sobie wrażenia, że coś po nas pozostaje

Źródło:

Materiał własny

Materiał własny

Autor:

Kinga Kurysia

Data:

05.10.2017

Tematy w toku

Festiwale