EN

6.01.2007 Wersja do druku

Winnie w kopcu Kościuszki

Spektakl Jasińskiego nie odkrywa nowych sensów sztuki Becketta - o "Szczęśliwych dniach" w rez. Krzysztofa Jasińskiego w Teatrze STU pisze Iga Dzieciuchowicz z Nowej Siły Krytycznej.

Gigantyczny monolog Winnie unieruchomionej w kopcu usypanym z ziemi należy do najtrudniejszych wyzwań aktorskich, jakie stworzyła dramaturgia XX wieku. Bohaterka grzęźnie w osuwającej się ziemi najpierw po pas, potem zapada się tak głęboko, że widać tylko głowę. Ruch, jaki Winnie może wykonać, to mruganie oczami. Może też mówić. I tu genialny dramaturg jest nieco złośliwy - monolog skonstruował z westchnień, pojedynczych słów i strzępów zdań, urwanych nagle wspomnień, z rozmaitych dźwięków, jakie może wyrazić ludzki aparat mowy. Cóż, Samuel Beckett "Szczęśliwe dni" napisał dla aktorek wybitnych. Czasem zdarza się, że te dobre również nieźle sobie radzą. W realizacji Krzysztofa Jasińskiego w Teatrze Stu rolę Winnie gra Beata Rybotycka. Nie jest "pulchną, dobrze utrzymaną blondynką", jak tego chciał Beckett. To szczupła szatynka o trochę zaciętym i podejrzliwym wyrazie twarzy, przypominającym grymas pani Dulskiej. Tkwi w sporych r

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał nadesłany

Nowa Siła Krytyczna

Autor:

Iga Dzieciuchowicz

Data:

06.01.2007

Wątki tematyczne

Realizacje repertuarowe