14.12.2019 Wersja do druku

Wiktor Bagiński: Ciągle powiększamy elitarny klub prawdziwych Polaków

Chciałem w przedszkolu zaśpiewać piosenkę Enrique Iglesiasa, a pani mi powiedziała, że jestem zbyt ciemny, więc mogę zaśpiewać najwyżej Boney M. Miałem sześć lat. Wtedy zaczęło się moje zmaganie z czarnością - mówi reżyser teatralny Wiktor Bagiński.

"Piotruś, ty tutaj masz jak pączek w maśle" - mówi do swojego czarnego niewolnika pani Czapska. - Mówi to, kąpiąc go w mleku. Recz dzieje się w XVIII wieku. - W rezydencji Radziwiłłów w Białej - nomen omen - Podlaskiej. Rzeczywiście kąpała go w mleku? - Kąpiel jest akurat moją reżyserską fantazją, mającą podkreślić status czarnego niewolnika na dworach polskich magnatów. Nie tylko Radziwiłłów? - Nie tylko. Sprowadzanie czarnych niewolników, którzy mieli pełnić funkcje dekoracyjne, było w ówczesnej Polsce, o czym dzisiaj prawie nikt nie wie, dość powszechne. Funkcje dekoracyjne? - Czarni mieli ładnie wyglądać, podawać swoim paniom, na przykład wspomnianej Magdalenie z Czapskich Radziwiłł, kosze z egzotycznymi owocami, a panom podpalać fajki. Nigdy w szkole o tym nie słyszałem, a ty? - Też nie, co jest, przyznasz, znamienne. Dowiedziałem się o tym już jako dorosła osoba z tekstu "Niewolnicy Rzeczypospol

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Wiktor Bagiński: Ciągle powiększamy elitarny klub prawdziwych Polaków

Źródło:

Materiał nadesłany

www.gazeta.pl

Autor:

Mike Urbaniak

Data:

14.12.2019

Realizacje repertuarowe