02.01.2010 Wersja do druku

Wieszcza hossy i bessy

Juliusz Słowacki utrzymywał się nie z pisania, lecz z gry na paryskiej giełdzie, a jego wena twórcza w dużym stopniu zależała od stanu aktywów - pisze Małgorzata Kozłowska w Polityce.

Wieszcz swoją karierę finansową zaczynał jako dwudziestolatek, w 1829 r., zostając aplikantem w Komisji Rządowej Przychodów i Skarbu, mieszczącej się na dzisiejszym placu Bankowym 3/5 (obecna siedziba pani prezydent Warszawy). I mimo że matce w liście wyznawał: "Ja nie jestem niczym innym jak moimi poezjami" (zdążywszy uprzednio popełnić "Kordiana"), nie do końca było to zgodne z prawdą. Giełda była pomysłem na życie całkiem sensownym, ale by grać, trzeba było mieć czym. Juliusz wykoncypował, iż najlepszą dawczynią kapitału będzie jego matka Salomea, toteż zwrócił się do niej w tej sprawie listownie 10 lipca 1838 r. Przekonywał, że Paryż, w którym ostatecznie wylądował, to miejsce, w którym "pełno było zyskownych spekulacji na akcjach". Niech tylko wyśle mu pieniądze (więcej, więcej!), a na pewno jej się to opłaci. "Gdybym miał co grosza w ręku, mógłbym ostrożnie go sobie przysporzyć i na wszelki przypadek mieć w kieszeni; pomy

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Jak Słowacki grał na giełdzie

Źródło:

Materiał nadesłany

Polityka online/12.12.09

Autor:

Małgorzata Kozłowska

Data:

02.01.2010

Wątki tematyczne