To smutne, że Kosiński poszedł w ślady Kazimierza Kaczora, byłego prezesa ZASP, który jako jeden pierwszych aktorów teatralnych zajął się prowadzeniem teleturniejów. Różnica jest taka, że Kaczor sprzedał się pod koniec kariery, Kosiński robi to na początku - pisze Roman Pawłowski w Gazecie Wyborczej - Stołecznej.
Kiedy tydzień temu zobaczyłem na Pradze billboard z wielkim zdjęciem Cezarego Kosińskiego, pomyślałem naiwnie, to reklama nowego spektaklu TR Warszawa. Niestety, myliłem się. Była to zapowiedź teleturnieju w TVP, który Kosiński prowadzi od niedawna razem z serialowym aktorem Pawłem Burczykiem. Widowisko nazywa się "Wielki poker", jego uczestnicy odpowiadają na pytania z różnych dziedzin (na przykład "w której grupie zwierząt systematyka umieszcza chruściele), za co otrzymują nagrody pieniężne. W ciągu jednego wieczora można wygrać 50 tys. zł, główna nagroda to ćwierć miliona. Obejrzałem pierwszy odcinek z mieszanymi uczuciami. Kosiński, jak to w pokerze, robi dobrą minę do złej gry. Udaje, że cała sytuacja go bawi i cały czas się szeroko uśmiecha, wygłaszając kwestie w rodzaju: "podwajamy stawkę", "jesteśmy w drugiej rundzie" albo "zbierajcie siły na konfrontację". Nie mogę jednak oprzeć się wrażeniu, że dla tego wybitnego aktora j