Logo
1.06.1992 Wersja do druku

Wielki kac albo gorzki smak wolności

Najważniejszy jak zawsze pozostaje finał. Także dziś, choć jeszcze niedawno wydawało się, że nowa rzeczywistość unieważni tragiczną metaforę chocholego tańca. I "Wesele" pozosta­nie w annałach historii jako rzecz już całkowi­cie zdezaktualizowana. A jednak. Ze złotego rogu wolności nie wydobywają się wcale radosne melodie, jakby został na rozstaju dróg "pod figurą" gdzie go zgubił Jasiek "chylając się po czapkę z piór". Do tańca, jak zwykle czyli od prawie stu lat, "tęgo gra" słomiane straszydło z ogrodu. Tylko tym razem weselnicy kołują nie tyle zaklęci, co raczej niezdolni otrzeźwieć z gigantycznego kaca. Upojeni wolnością? Kaskadą bogoojczyźnianych za­klęć?, błazeńskich snów o potędze? A może po prostu radością z odzyskanego śmietnika, którego znów nie ma kto posprzątać. Bo i któż by sprzątał w czyjej głowie. Nie wystawia się "Wesela" bez powodu, bez słynnej kwestii Gospodarza "w pysk wam mówię litość moję", sł

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Wielki kac albo gorzki smak wolności

Źródło:

Materiał nadesłany

Twórczość Nr 6

Autor:

Elżbieta Baniewicz

Data:

01.06.1992

Realizacje repertuarowe