04.06.2012 Wersja do druku

Wiele hałasu o nic

Nie ma w tym spektaklu żadnej tajemnicy: jest tylko nieskuteczne epatowanie zgnilizną i rozkładem, które mają demaskować leżący u podstaw kultury europejskiej kult śmierci - o "Orestei" w reż. Mai Kleczewskiej w Teatrze Narodowym w Warszawie pisze Agata Łuksza z Nowej Siły Krytycznej.

Kiedy awangardowa reżyserka, niestroniąca od brutalnego języka scenicznego, Maja Kleczewska, przygotowuje w warszawskim Teatrze Narodowym we współpracy z chórem i muzykami Teatru Wielkiego inscenizację klasycznej trylogii Ajschylosa, to można spodziewać się albo arcydzieła, albo spektakularnego niewypału. Tym bardziej, jeśli przeplata antyczną tragedię między innymi przetworzonymi fragmentami ze "Scen życia małżeńskiego" Ingmara Bergmana, "Godzin" Stephena Daldry'ego (scenariusz do filmu napisał David Hare na podstawie powieści Michaela Cunninghama) czy dramatów Heinera Müllera. W "Orestei" Kleczewskiej widać ogromny nakład pracy wszystkich osób zaangażowanych w powstanie przedstawienia, w tym pracy koncepcyjnej polegającej na poszukiwaniu kontekstów, tkaniu gęstej siatki znaczeń i ustawianiu wyrazistych obrazów scenicznych. Problem polega na tym, że cała ta narosła na greckiej tragedii intertekstualna i intermedialna struktura okazuje się struktur

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał nadesłany

Nowa Siła Krytyczna

Autor:

Agata Łuksza

Data:

04.06.2012

Tematy w toku

Realizacje repertuarowe