EN
03.01.2022, 10:28 Wersja do druku

widz_trebicki(nie)poleca: Na pełnych obrotach

"Na pełnych obrotach" Dereka Benfielda w reż. Tomasza Dutkiewicza w Teatrze Komedia w Warszawie. Pisze Robert Trębicki w Teatrze dla Wszystkich.

fot. mat. teatru

W swojej dość krótkiej roli opisywacza wrażeń teatralnych zauważyłem, że pewne teatry, mające w repertuarze tylko przedstawienia zabawne, farsowe czy komediowe, nie są adorowane przez zawodowych krytyków; niektórzy nawet uważają, że to teatr mało wartościowy, dlatego jego dokonania sprowadzane są często do czegoś, co nazywają „występami”. Cóż, nie mnie oceniać szczerość tych opinii, ale jeśli widzę w spektaklu prawdziwych aktorów, znanych ze sceny teatru, filmu czy telewizji, jeśli widzę pełną, zachwyconą widownię to trudno mi tę niechęć zrozumieć. Teatr Komedia należy właśnie do tych teatrów omijanych przez profesjonalnych recenzentów, ale za to tłumnie odwiedzanych przez zwykłych widzów, którzy sami kupują na wszystkie przedstawienia bilety.  

„Na pełnych obrotach” to kolejny przykład świetnego, zabawnego, komediowego spektaklu, który powoduje, że wciągu trzech godzin z przerwą widz zatapia się w zupełnie innej rzeczywistości. To zasługa przede wszystkim aktorskich dokonań, dzięki którym całe przedstawienie ogląda się „z bananem na twarzy”, mając obok siebie wręcz wniebowziętą publiczność. Na szczególne uznanie zasługuje rola stworzona przez Tomasza Dedka, bo to on wkraczając do akcji w najmniej oczekiwanym momencie staje się impulsem wszystkich kolejnych komplikacji i autorem najwyższej próby śmieszności. Nie byłoby to możliwe do osiągnięcia, gdyby nie cała gama jego transformacyjnych, kreacyjnych umiejętności, które Dedek wykorzystuje w każdym zawieszeniu głosu, w każdym niedopowiedzeniu, nawet najzwyklejszym działaniu (chowanie butelek z alkoholem), w aktorskiej pauzie, w opracowanych do perfekcji etiudach czy erotycznych dygresjach znaczonych choćby samą mimiką twarzy. Aktorski majstersztyk – tylko tak można nazwać rolę telewizyjnego bossa, która skrzy się dowcipem i bawi publiczność do łez. Nie tylko z powodu podwójnej moralności, która w finale pokaże swoje już wcześniej znaczone dwuznacznością oblicze.

Jak to zwykle w farsach bywa i tutaj mamy do czynienia z zaskakującymi sytuacjami, do których dochodzi najczęściej w najmniej odpowiednim czasie. Każdy z bohaterów musi się w tych nowych okolicznościach odnaleźć, a nie jest to zadanie łatwe, tym bardziej że tożsamość protagonistów ulega ciągłym zmianom. Tomaszowi Dedkowi nie mniej udanie towarzyszy Jan Jankowski, który cały czas usiłuje przekonać nowego szefa, że to, co zobaczył nie ma nic wspólnego z jego codziennym i prawdziwym życiem, a prasa brukowa zwyczajnie kłamie. Obydwaj panowie napędzają cały spektakl swoim temperamentem i umiejętnością prowadzenia dialogu, w którym jest miejsce na wybrzmienie wszystkich point i wyeksponowanie motywów nawet najbardziej niecodziennych i zaskakujących zachowań.

Niesprawiedliwym byłoby nie wspomnieć o pozostałych postaciach. Rafał Cieszyński w roli uciążliwego sąsiada, unikając przerysowań, znakomicie swoim kolegom partneruje. Równie solidne aktorstwo prezentuje Katarzyna Kwiatkowska jako prawdziwa żona Patricka Sumnera i Sandra Staniszewska-Herbich w dość niewdzięcznej, bo plakatowej roli „dziewczyny do przechowania”. Ale trzeba przyznać, że młoda aktorka świetnie zaznacza swoją sceniczną obecność.

Opuszczając teatr z uśmiechem na twarzy słyszę rozmowy widzów stojących po jesionkę do szatni: „było super”, „spójrz Heniu na inne spektakle tego teatru”, ”no to jeszcze tu przyjdziemy”…

Ja również serdecznie namawiam do tego, by złożyć wizytę na teatralnym Żoliborzu. Naprawdę warto!

Tytuł oryginalny

widz_trebicki(nie)poleca: Na pełnych obrotach

Źródło:

Teatr dla Wszystkich

Link do źródła

Autor:

Robert Trębicki

Data publikacji oryginału:

02.01.2022