EN
14.03.2022, 08:48 Wersja do druku

Wesele Tarantino

„Alte Hajm / Stary dom" Michaela Rubenfelda i Marcina Wierzchowskiego w reż. Marcina Wierzchowskiego w Teatrze Nowym w Poznaniu. Pisze Aleksandra Puk z Nowej Siły Krytycznej.

fot. Monika Stolarska/mat. teatru

Ile może wydarzyć się przy rodzinnym stole? W spektaklu poznańskiego Teatru Nowego „Alte Hajm / Stary dom” udowodniono, że bardzo wiele. Szczególnie kiedy spotyka się przy nim liczna wielopokoleniowa rodzina i jest w niej sporo niewyjaśnionych spraw. Kolejne zasadnicze pytanie, które się nasuwa: do jakiego stopnia historia lubi się powtarzać i czy jest możliwe, żeby działo się to na naszych oczach? Przedstawienie daje nam, a szczególnie bohaterom, gorzką lekcję i odpowiada: jak najbardziej.

Stary dom – zdaje się, że tylko on zna całą prawdę i jest jedynym świadkiem lokalnych dramatów, rozgrywających się obecnie i w przeszłości. Gdyby podzielił się wiedzą, moglibyśmy poznać największe sekrety, które skrywa i doszlibyśmy do wniosku, że ich część nie powinna wyjść na światło dzienne, choć ich ujawnienie rozwiałoby wiele wątpliwości. Mało tego, dom, mimo powolnego popadania w ruinę, budzi bardzo różne emocje, determinuje powracanie sentymentów: niestety nie tylko miłych.

Michael Rubenfeld i Marcin Wierzchowski stworzyli „filmowy” spektakl. Co to znaczy? Po pierwsze, zawiera kilka scen, które są cytatami z klasyków kinematografii. Już pierwsza scena łudząco przypomina początek „Bękartów wojny” Quentina Tarantino. Dwóch mężczyzn siedzi przy stole; jeden z nich jest w mundurze SS (Egzekutor – Andrzej Niemyt), drugi ubrany swobodnie, po cywilnemu (Maks – Dawid Ptak). Zarówno w dziele scenicznym, jak i ekranowym mężczyźni poruszają temat żydowski, w przedstawieniu wspominają ponadto o bracie gospodarza – Hubercie. Światło, jak u Tarantino, lekko rozprasza się nad stołem. Na początku sceniczni bohaterowie pozorują konwencję rozmawiania jak równy z równym (jak w filmie), jednak bardzo szybko wyczuwa się przewagę oficera. Jego celem jest zdominowanie rozmówcy, a ostateczne, by umierał ze strachu o własne, choć nie tylko, życie (i faktycznie on i inni, o których myśli, giną). Mamy także zbliżenie na oczy postaci, które znajdują się w ciemnym, nieprzyjemnym miejscu. Osoby te zostają zastrzelone. Tym samym podzieliły los Maksa. Zarówno w filmie, jak i w przedstawieniu, spośród ukrywających się osób, z życiem uchodzi tylko nieletnia dziewczyna i – co istotne – pochodzi z rodziny żydowskiej.

fot. Monika Stolarska/mat. teatru

Przedstawienie nie wyjaśnia, co Hubert miał wspólnego ze śmiercią brata. Scena śmierci Maksa w wykonaniu Dawida Ptaka jest wyjątkowa. Popisowo zagrał umieranie już w „Czerwonych nosach”, gdzie wcielił się w postać Brodina. Śmierć w spektaklu Jana Klaty była groteskowa, długa, ta jest dramatyczna, pełna napięcia, grozy i strachu. Andrzej Niemyt w roli oficera jest przerażająco bezkompromisowy. Mocny głos, rytmiczne uderzanie ręką o blat stołu, krzyk klęczącego przed nim mężczyzny i świdrująca muzyka w tle tworzą skrajnie nieprzyjemną kakofonię dźwięków. Napięcie jakie osiągnięto tymi środkami jest zdumiewające.
Po tej scenie następuje zmiana dynamiki i nastroju spektaklu. W równomiernym, znacznie jaśniejszym świetle trwają przygotowywania do spotkania rodzinnego, któremu towarzyszy typowy rozgardiasz. Na stole, przy którym przed chwilą była prowadzona rozmowa, pojawiają się dania, kieliszki, tort. Do domu przybywają goście ubrani we współczesne stroje. Zgromadzone osoby z pewnością nie zdają sobie sprawy z tego, co przyniesie im najbliższy wieczór, co się wydarzy po przejściu przez stare drewniane drzwi domu.

Filmy Tarantino są intertekstualne i nasycone przemocą. Tak jest również w „Alte Hajm / Starym domu”. Zwłaszcza dialogi cechuje agresja. Emocje są  zręcznie równoważone na wielu poziomach, jest miejsce na miłość, empatię, troskę i czułość. Bohaterom bez trudu można uwierzyć. Postaci są zindywidualizowane poprzez język, sposób bycia. Ich portrety są stopniowo kształtowane i wielowymiarowe. Jestem pełna podziwu dla całej obsady, wszyscy ukazują pełnię aktorskich możliwości. Główna rola przypada staremu domowi, ale każdy z bohaterów ma swój czas na to, by wybrzmiał jego dramat.

W „Bękartach wojny” wydarzenia nie są ułożone chronologicznie, często pojawiają się retrospekcje – nie inaczej jest w spektaklu. Akcja lawiruje pomiędzy różnymi płaszczyznami czasowymi, aby wyjaśnić zdarzenia w teraźniejszości lub rzucić nowe światło na te, które już były. Taki zabieg charakteryzuje także „Wesele” Wojtka Smarzowskiego (to z 2021 roku). Teraźniejszość (i to bardzo konkretna, bo wiemy, że jest to okres pandemii) przenika się z Zagładą. Wierzchowski zaś porusza temat uchodźców umierających na granicy z Białorusią i temat Holocaustu. Przedstawiciel najstarszego pokolenia sportretowanej rodziny przeżył wojnę. Był świadkiem wielu tragedii i przemocy, także wobec Żydów.

fot. Monika Stolarska/mat. teatru

W spektaklu jest jednak coś, co sprawia, że przeszłość jest bardziej obecna niż w filmie Smarzowskiego. Na ekranie kadry ze wspomnieniami starszego mężczyzny i jego obecna sytuacja nakładają się na siebie. Na scenie mamy retrospekcje, ale i postaci z przeszłości jako duchy pojawiające się podczas rodzinnego spotkania i ingerujące w nie. Zjawy komunikują się tylko ze sobą – w jidysz. Postaci te grane są fenomenalnie przez Weronikę Asińską i Anetę Jankowską. Z jedną z nich łączyły mężczyznę głębokie uczucia. W teraźniejszości widzi je tylko dziadek. A może są one tylko wytworem jego wyobraźni? Postaci dziewcząt-duchów mogą być linkiem także do „Demona” Marcina Wrony, filmu, który traktował o powtarzającej się historii i o pamięci o Żydach. Powtarzalność historii w różnych planach czasowych Wierzchowski wydobywa poprzez analogie między postaciami, które są grane przez tych samych aktorów.

Kontekst sytuacji na granicy polsko-białoruskiej rzuca nowe światło na dobrze już rozpoznany przez teatr temat Holocaustu. Spektakl jest mocny, bardzo trafny i dobitny. Skłania do refleksji nad historią i moralnymi wyborami, które zostały nam teraz postawione. Tytułowy stary dom to po prostu Polska.

Filmowość u Wierzchowskiego (nie wszystkie linki wymieniłam) nie jest pozerska, reżyser nie popisuje się erudycją. Bardzo duże znaczenie ma skrupulatny dobór cytatów. Kamera nie wysuwa się na pierwszy plan, używana jest tylko wtedy, gdy potrzebne jest zbliżenie lub po to, aby pokazać to, czego inni bohaterowie nie powinni widzieć, na przykład rozmowy, które zamiast toczyć się przy rodzinnym stole, prowadzone są w ukryciu. W pierwszej scenie kamera podkreśla emocje zapisane w oczach, ciężko byłoby osiągnąć ten efekt w inny sposób.

„Alte Hajm / Stary dom” to wspaniały, wielowątkowy i wielopłaszczyznowy portret społeczeństwa, pełen ludzkich dramatów. Trzygodzinny spektakl nie przytłacza, pomimo tematyki, widz jest zręcznie prowadzony przez meandry historii. Zakończenie zostaje otwarte, co sprawia, że przedstawienie pozostaje z widzem na długo.

***
Aleksandra Puk – studentka III roku wiedzy o teatrze na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Współorganizuje 13. edycję festiwalu Nowa Siła Kuratorska.

Źródło:

Materiał własny

Wątki tematyczne