28.10.1984 Wersja do druku

"Wesele"

Od pamiętnej premiery "Wesela" nie było w Polsce sztuki, która by wzbudziła jednogłośny aplauz."Witkacy przyszedł za wcześnie. Gombrowicz jest obok. Mrożek pierwszy przyszedł w samą porę" - pisał Kott. "I to na obu zegarkach: polskim i zachodnim". Melodia "La Cumparsity" zabrzmiała równie zrozumiale w Krakowie i Paryżu, Santiago i Wilnie... Pochwały krytyki można sprowadzić do dwóch: "Tango" podsumowuje doświadczenie dramatyczne polskiej awangardy. Stomila, Eleonorę, Babcię nawet spłodzili metafizyczni maniacy Witkacego, który najbłahszą codzienność chcieli przeistoczyć w dzieło sztuki. Zaś pomysł obrzędu, który ma scementować społeczny porządek, wziął Mrożek na pewno z Gombrowicza podobnie jak dialektykę gąb i form, w której rozpuszcza się substancjalność jednostki. "Tango" byłoby zatem ironicznym pogłosem "Ślubu" i "Kurki wodnej"..."

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał nadesłany

Życie Literackie nr 44

Data:

28.10.1984

Realizacje repertuarowe