09.11.2012 Wersja do druku

Warszawa. Sceniczny come back Cezarego Pazury

Cezary Pazura przygotowuje swój sceniczny come back. Nie grał w teatrze od 1994 roku, jeśli nie liczyć roli Błazna w "Królu Learze" (reż. Andriej Konczałowski), sześć lat temu przygotowanym na benefis Daniela Olbrychskiego. Teraz zobaczymy go w "Bogu mordu", który w teatrze 6. Piętro przygotowuje Małgorzata Bogajewska (premiera 10 listopada).

PANI: 80 minut wystarcza, żeby dwa cywilizowane małżeństwa zmienić w barbarzyńców. Pan jest drapieżnikiem? CEZARY PAZURA: Chyba nie. Jestem raczej roślinożerny. Drapieżnik to ktoś taki, kto wyczuwa ofiarę, a w swoich prywatnych przygodach to zawsze ja byłem ofiarą. Albo tak mi się wydaje przez moją męską próżność. To przeczy temu, jak jest Pan postrzegany. Tak, aleja nigdy nie byłem typem macho. Miałem się urodzić jako dziewczynka (marzenie mamy!) i mam wiele cech, które pozwalają mi się dogadać z kobietami. Jednak Pana bohater z "Boga mordu" ma w sobie podskórnego drapieżcę. - Dlatego nie bez kozery Roman Polański, reżyser filmowy, pozwolił sobie ten tytuł zmienić na "Rzeź". Ona naprawdę tam się odbywa. Każdy po kawałku odkrywa swoje prawdziwe oblicze. W jaki sposób robi to Michel? - Mój bohater tkwi w małżeństwie, które wpędziło go w straszne kompleks): Jest właścicielem hurtowni artykułów gospodarstwa domowego, a jego

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Espresso z... Cezarym Pazurą

Źródło:

Materiał nadesłany

Pani nr 11/11.2012

Autor:

Kamila Łapicka

Data:

09.11.2012

Realizacje repertuarowe