Marek Piwowski [na zdjęciu], reżyser kultowego "Rejsu", przyznał się do współpracy z tajnymi służbami PRL. W rozmowie z "Newsweekiem" filmowiec w dość swobodny sposób opowiada o tym, jak doszło do podpisania dokumentów o współpracy.
"Newsweek" przeprowadził wywiad z Piwowskim i byłym oficerem; obaj twierdzą, że współpraca była fikcją. Piwowski mówi, że stał się obiektem zainteresowania UB, gdy w liceum zaangażował się w działalność podziemnej organizacji Chorąży-Victoria. Kolega z podwórka na warszawskiej Pradze, który został oficerem KBW, ostrzegł Piwowskiego i doradził mu ucieczkę w Bieszczady. Późniejszy reżyser filmu "Rejs" spróbował jednak zbiec za granicę, został złapany i skazany. Odpracowawszy wyrok w kopalni, Piwowski odnalazł swojego kolegę - Tadeusza Zakrzewskiego - i zobowiązał się do współpracy z kontrwywiadem, by dostać paszport. - Tadek wyjaśnił, że może zarejestrować mnie jako szpiega, a po roku zaopiniować, że się do szpiegowania nie nadaję, ale odtąd już on będzie decydował o moim paszporcie i wyjazdach, wiec wypełniłem formularz, załączniki i przyjąłem kryptonim Krost - wspomina Piwowski. Współpraca Piwowskiego z wywiadem miał