Piszę w związku z telefonami od kolegów, którzy powiadomili mnie o jutrzejszym nagłym zebraniu w Teatrze Dramatycznym. Istnieje możliwość wymogu deklaracji lojalności. W zrozumiałej obawie o utratę pracy, o którą bardzo trudno, i wobec mojego "gestu" sytuacja jest moralnie niełatwa. Dlatego decyduję się tą drogą odpowiedzieć na wątpliwości. Moja sytuacja w Teatrze Dramatycznym była "jak u Pana Boga za piecem". Relatywnie wysoka pensja, najwyższa z możliwych norma za przedstawienie. Nie było ich dużo ale też przy moich innych pasjach to wygodne. Mimo to w styczniu 2010 złożyłam wymówienie z teatru. Przez kilka lat starałam się tu przynależeć, nie ukrywając tego, co mnie oburza i artystycznie i instytucjonalnie. Mówiłam to dyrektorowi Miśkiewiczowi i w czasie rozmów zwyczajnych i w czasie zebrań zespołu. Wychodziłam z założenia, że lepiej rozmawiać niż uciekać. A jednak, nie dało się dalej podpisywać swoim nazwiskiem tego, co się tam
Źródło:
Materiał własny
Materiał nadesłany