Zwierzęta mieszkające w domu. Ludzie zamknięci w klatkach. Raj w ogrodzie zoologicznym. Miasto, które jest dżunglą. O tym opowiadają aktorzy Stowarzyszenia Teatralnego Remus o premierze ich spektaklu, swobodnie opartego na książce Diane Ackerman "Azyl".
Spektakl jest niejednoznaczny. Nie jest opowieścią o bohaterstwie dyrektorstwa Antoniny i Jana Żabińskich, dających w czasie okupacji dach nad głową ludziom potrzebującym schronienia. Ani historią ukrywanych. Ani innego rodzaju adaptacją książki Ackerman. Czym więc jest? - "Azyl" jest dla nas luźną inspiracją - mówi Katarzyna Kazimierczuk, reżyserka "Gości". - Budując złożony z wielu epizodów spektakl, wykorzystujemy to, co w książce magiczne, niesamowite, surrealistyczne. Takie są choćby relacje człowiek/zwierzę. Bo mamy tu ludzi ukrywanych w opuszczonych np. przez bażanty klatkach. Ludzi, o których dla bezpieczeństwa mówi się z pomocą zwierzęcych pseudonimów. A z drugiej strony królika, chomika czy kocicę biegających między nogami ludzi, pchających się na meble, wyjadających z talerzy. Cieszących się statusem jawnych mieszkańców willi Żabińskich. Uczłowieczonych. To przenikanie się świata ludzkiego i zwierzęcego Kazimierczuk